Let it go

Zawsze uważałam się za wyluzowaną matkę. Nie przejmowałam się, że moje dzieci jedzą piasek w piaskownicy i brudne jabłka. Nie stymulowałam ich rozwoju intelektualnego edukacyjnymi zabawkami i nie uczyłam ich czytać w wieku 4 lat. Nie dobierałam im przyjaciół ani lektur. Sami wybierali, na jakie zajęcia chcą chodzić i co robią po szkole. Nie zabraniałam właściwie niczego i nie stosowałam systemu kar i konsekwencji, zakładając, że jako jednostki o prawidłowym IQ i odpowiednich wzorcach  sami się zorientują, jak powinni funkcjonować w społeczeństwie. No cóż, udało mi się. Dzięki temu, albo pomimo tego, mam w domu dwoje samodzielnie myślących, przystosowanych społecznie i zadziwiająco dobrze wychowanych dorosłych/prawie dorosłych ludzi.

Nie przewidziałam tylko jednego. Że jakby za późno włączy mi się syndrom matki-kwoki. Że czuję obsesyjną potrzebę chronienia tych moich dorosłych, ogarniętych dzieci przed każdym niebezpieczeństwem i niesprawiedliwością tego świata. Że nie umiem opanować lęku, kiedy Misiek nie wraca ostatnim pociągiem, kiedy Lola jedzie na obóz, kiedy jedzie gdzieś z koleżankami. Włącza mi się paranoja level hard. Co ciekawe, nie pomaga mi wcale to, że sama to widzę, sama się z tego śmieję i sama siebie tłukę wirtualnie po głowie.

Misiek z wrodzonym sobie taktem meandruje przez moją hipernadopiekuńczość, utrzymując mnie w ryzach systemem pobłażliwego wykpiwania i pełnych politowania spojrzeń.

Lola jest nieco bardziej bezbronna. Lata jej różnych problemów zdrowotnych w naturalny sposób wytresowały mnie do nieustannej uważności – wzięłaś leki? Jak dziś oddychasz? Słabo ci? Żyłyśmy w pewnej symbiozie, a Lola mam wrażenie, z wiekiem wcale nie poluzowywała tej więzi, tylko opierała się na mnie coraz mocniej. Do czasu. Dokładnie – do tych wakacji.

Z oszołomieniem obserwuję, jak moja nieco zagubiona, introwertyczna nastolatka przeistacza się ekspresowo w samodzielną, towarzyską kobietę, która  pojechała wczoraj, kompletnie wyluzowana, do stolicy na spotkanie z nową klasą. Pociąg, metro, trafić z powrotem, ciemno, bandyci na Polu Mokotowskim, czekanie wieczorem na dworcu, wysiąść na odpowiedniej stacji – mnożyłam lęki jak bankier kasę, na szczęście tylko we własnej głowie. – A pamiętasz, jak się nazywa ta stacja metra? A wzięłaś kartę? A wiesz, z którego peronu odjeżdża pociąg? – nie wytrzymałam.

– Mamoooo! –

Nie sądziłam, że to takie trudne. Puścić ten balonik i po prostu patrzeć, jak unosi się wysoko w powietrze, nie ściągając w dół, tylko cieszyć się lotem. Let it go.

Dzisiaj zamknęłam za nią drzwi, kiedy wybierała się na rozpoczęcie roku (pociąg, dwie linie metra, wsiąść w odpowiednim kierunku na tej drugiej, trafić do szkoły, trafić z powrotem, wszędzie tłumy). I miałam wrażenie, że nieodwołalnie zamykam pewien rozdział.

Moje zapasowe dziecko, moja mała, nieogarnięta córeczka, o której zawsze żartowaliśmy, że powinna mieć koszulkę z napisem „ale o co chodzi”, moja wycofana, cicha dziewczynka dorosła.

Muszę się nauczyć, jak żyć pod jednym dachem z uroczą licealistką, która maluje rzęsy, siedzi z nosem w telefonie, i wcale mnie nie potrzebuje.

– Wzięłaś legitymację? Chcesz sweter? –

-Mamoooo! –

Let it go.

 

3 myśli na temat “Let it go

  1. Ech. U mnie trochę wcześniej wprawdzie, ale nie dalej jak w sobotę mój mały Jacynek, Dzidź, wybrał się z nowonabytymi w gimnazjum kolegami do kina. W sobotę wieczorem. W mieście. W berlińskiej dzielnicy multi-kulti rodem z najczarniejszych snów arcybiskupów. Bez telefonu, bo, jak wyznał, robiąc urocze dołeczki, właśnie mu się wyładował. ORAZ nasza kolejka była przerwana i na części trasy jeździł autobus.
    No cóż, przedostatnie dwa pociągi były trudne – nie, żebym czatowała przy furtce, po prostu miałam tam coś do zrobienia – i kiedy już doszłam do wniosku, że moje wyluzowanie właśnie się skończyło i oficjalnie wpadam w panikę, zza zakrętu wyłonił się Dzidź, z bananem od ucha do ucha i bukietem czerwonych róż, wołając – „wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, mama!”
    Tak że ten.

    Polubienie

      1. O tak, mój młodszy syn zdecydowanie dużo w życiu osiągnie. Przy pomocy strategicznie uplasowanych bukietów, oraz dołeczków. 😀

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s