neofita

Nie wiem do tej pory, jak to się stało, że dzień przed Sylwestrem wylądowałam z mężem na siłowni. Mąż nie wiedział jeszcze bardziej. Przyglądał mi więc bez przerwy się czujnie i nerwowo, czekając na moment, kiedy zareaguję na stres w typowy dla siebie sposób:

– podczas nauki jazdy zdarzyło mi się kilka razy zatrzymać samochód na środku ulicy i wyskoczyć z niego z wrzaskiem, że ja już nie chcę i się rozmyśliłam. 

– w kulminacyjnym momencie pierwszego porodu wstałam i zażądałam przełożenia tej zabawy na później, bo teraz to ja już nie mogę i się zmęczyłam

– godzinę przed ślubem zabarykadowałam się w łazience i odmówiłam wyjścia, bo nie czułam się gotowa do tak poważnego kroku i ja się jeszcze zastanowię

Stawka tym razem była jakby mniejsza, ale i tak widziałam, że mąż traktuje mnie jak agresywnego amstaffa bez kagańca. No nie powiem, odrobinkę miałam ochotę zwiać, zwłaszcza gdy zobaczyłam te dwudziestoletnie modelki na bieżniach i tych napakowanych Adonisów z ciężarami. Po paru minutach obserwacji z wyżyn orbitreka odkryłam jednak, że Adonisi patrzą wyłącznie na swoje odbicia w lustrach, modelki patrzą w smartfony, a na mnie nie patrzy zupełnie nikt (poza nieufnym i lekko spiętym mężem). Zostałam. Mąż odważył się pokazać mi działanie kilku maszyn (cały czas czekając na to, że wypruję do szatni), trochę pomajtałam się na orbitreku, biegłam przez całą minutę na bieżni, dostałam zapaści z wyczerpania, fałda brzuszna pod wpływem wstrząsów ułożyła mi się na kolanach, i wtedy przeżyłam olśnienie. Iluminację wręcz. Że to jest dokładnie to, co mi się podoba i że jestem w stanie tu chodzić. Bo nikt mnie nie pilnuje. Bo nie muszę robić nic w rytmie ani w tempie. Nie ma grupy, która robi to samo. Nie ma wyznaczonego czasu ani procedury. Jednym słowem – wymarzona forma wysiłku dla szybko nudzących się introwertyków bez formy i poczucia rytmu.

No i chodzę. Nieustannie mam zakwasy. Nie schudłam nawet dekagrama. Ale humor mam lepszy, a chyba teraz potrzebuje tego bardziej niż ładnej figury.

Wybaczcie mi te neofickie zwierzenia, o zgrozo, brzmię chyba jak mój mąż opowiadający o golfie. A propos – w niedługim czasie spodziewajcie się wstrząsających wpisów, gdyż albowiem obiecałam mężowi, że wezmę kilka lekcji golfa (zaraz potem dostanę od prezydenta odznaczenie dla Żony Roku, a kościół mianuje mnie błogosławioną męczennicą)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s