światełka w ponurej rzeczywistości

Na wstępie przepraszam, że nie odpisywałam na komentarze (w poprzednim wpisie też), ale Internet mi się zbiesił. Wieszał mi się na próbie wpisania komentarzy, wieszał mi się przy otwieraniu waszych blogów, nawet na moich ulubionych Wielodzietnych się wieszał… W sumie mu się nie dziwię, też miałam ochotę się wieszać, na czym popadnie. Ale wyszłam na leniwego niechluja – skądinąd prawidłowo, ale tym razem jednak niesłusznie.

Wciąż unosi się nade mną wielka, bura przedwiośniana deprecha, skutkująca na zmianę agresją i apatią. Mąż obrywa po uszach za krzywe spojrzenie, dzieci schodzą mi z drogi i same sobie robią kolację, a koty nerwowo kładą uszy po sobie, kiedy się zbliżam. Nawet ciasta, pieczone w ilościach niemal weselnych, nie pomagają. Jest źle.

Ociupinkę poprawiło mi się przy czytaniu dwóch, o cudzie, dobrych polskich książek. „Starsza pani wnika”, Anny Fryczkowskiej, której „Kobietą bez twarzy” zachwyciłam się jakiś czas temu – bardzo porządna książka, bardzo. I „Tymczasowa”, Małgorzaty Hayles  – też solidna, nieoczywista, mocno kobieca, ale nie wcale nie babska proza.

I oczywiście, jest też Telewizja Puls, która  nieustannie opromienia mnie blaskiem swych przebojów wieczornych, które  też znacząco podnoszą poziom endorfin. Ostatni seans – żebym nie przekręciła tego cudnego tytułu – „Mega rekin kontra krokozaur” skusił nawet resztę rodziny, która może nie w takim upojeniu jak ja, ale jednak z uciechą oglądała. Nawet mąż, preferujący bardziej intelektualną rozrywkę, radośnie rechotał przy dialogu naukowców: ” Znajdźmy jego jaja. To jego słaby punkt” (biedny mega krokodyl rozsiewał te jaja, jak żaba ikrę, a monstrualny rekin ganiał za nim po amerykańskim wybrzeżu, zżerając je jak pisanki wielkanocne i demolując co popadnie mu pod szczękę).

Oczywiście miało to też nie-tak-wesołe reperkusje. Lola przyznała mi się, że podczas lekcji „Zawody i zainteresowania naszych rodziców” pogodnie i bez oporów poinformowała panią i klasę: – Moja mama lubi czytać horrory  i oglądać filmy katastroficzne o wielkich krokodylach pożerających ludzi –

Kiedy spłoszona spytałam, jaka była reakcja, odpowiedziała refleksyjnie: – dzieci się śmiały, bo myślały, że żartuję, ale pani się jakoś nie śmiała. Dziwne, nie?-

Oczekuję w najbliższym czasie telefonu od szkolnego pedagoga. A sądząc po ostatnich wydarzeniach medialnych, tuż po tym telefonie małoletnich zabiorą w bezpieczne miejsce, gdzie ktoś im zrobi kolację, sprawdzi czystość mundurka i pozwoli oglądać jedynie Minimini.

Muszę przyznać, że w moim aktualnym stanie ducha nie wydaje  się to zbyt przerażającą perspektywą. I tak jestem zbyt skupiona na nie-patrzeniu w okna i przykrywaniu głowy kocem. I jedzeniu ciasta, oczywiście.

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s