wysiadła mi bateria

Po raz kolejny potwierdza się moja teoria – jestem króliczkiem Duracella na baterie słoneczne. Przy pełnym zachmurzeniu (i opadzie białej papki)  energii wystarcza mi wyłącznie na podtrzymanie podstawowych funkcji życiowych. Do mózgu docierają nędzne resztki.

Ta nędzne, że nawet w kłótni z mężem zabrakło mi argumentów, co normalnie się nie zdarza. W argumenty zazwyczaj jestem bogata, że hej, i mogę dostarczyć dowolną ilość zaiprzeciwów na zadany temat.

No, bo dlaczego to JA nie mogę pojechać z Miśkiem do ortodonty? Sytuacja awaryjna – Miśkowi coś się odkleiło (w sensie aparatu, a nie części ciała) i trzeba rzeczonego ortodontę złapać w innym niż normalnie gabinecie.

Ale ten gabinet jest na URSYNOWIE! A przecież wszyscy wiedzą (no, teraz to już wszyscy), że ja się na Ursynowie gubię. Regularnie i za każdym razem. Nie umiem przejechać z punktu A do punktu B w obrębie tej dzielnicy nie gubiąc się przynajmniej raz.

Czy męża nic nie nauczyło zdarzenie sprzed kilku lat, kiedy to zadzwoniłam do niego z któregoś z ursynowskich skrzyżowań  i wywrzeszczałam do słuchawki – Powiedz mi natychmiast do cholery, gdzie ja jestem! –

A mąż bagatelizuje, wyobraźcie sobie, i twierdzi, że prawo jazdy mam i co to za problem…

Szkoda, że nie przyszły mi do głowy przynajmniej jakieś wyrafinowane wyzwiska. Szlag.

O śniegu NIE napiszę, bo mam odruch wymiotny i drga mi powieka. Czy jest jakaś fobia albo psychoza związana ze śniegiem? Bo właśnie się jej nabawiam.

Za to napiszę o nowym papieżu. Śliczne ma uszy, nieprawdaż?

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s