piórka w zielonej trawie

Jaaasno mi. Słońce świeci. Trawa zielona i generalnie mam ochotę zacząć robić wydmuszki.

Ale święta szczęśliwie za nami. Można powyjadać resztki z lodówki i zająć się normalnym życiem. Poniekąd. Bo znowu muszę szukać prezentu dla męża. On mnie naprawdę irytuje! Poszliśmy na Wigilię do rodziców. Wracamy, a pod choinką dodatkowe prezenty. Taki rozkoszny mikołajowy psikus. W związku z faktem, że i ja wygrzebałam spod drzewka kolczyki – cuuudne, rany, jakie piękne, niech mu  będzie – ale w związku z tym musiałam pod tęż (tąż??) choinkę podrzucić w ramach rewanżu starannie zachomikowany prezent urodzinowy dla małżonka.

I moja satysfakcja poszła się gonić, bo znowu muszę kombinować, co by tu wymyślić, żeby mąż nie czuł się poszkodowany. A obiecałam sobie, że się postaram, bo on ma i tak  przerąbane. Urodził się nieszczęśnik pierwszego stycznia, więc zazwyczaj nie ma komu pamiętać. Wszyscy pijani albo na kacu. Taki los.

Ptaszki za oknem mają karmniczek. Właściwie to całą knajpę, tylko bez wyszynku, bo nie wiem, czy mogę podawać skrzydlatym procenty. Ale jest kolekcja słoninek, kul z ziarenkami, a dla kosów pokrojone jabłka i nasionka na ziemi.

Wszyscy mają uciechę. My się gapimy na ptaszki, ptaszki jedzą słoninkę, a koty jedzą ptaszki.

A w ogródku fruwają piórka…Uroczo i sielsko, jak scena z Lyncha…

Dobra, ja tu pitu pitu o niczym, a o prezencie myśleć trzeba. Jadę szukać, chociaż na razie nie wiem, czego konkretnie. Może mnie natchnie po drodze.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s