come back

Chyba za długo nie pisałam. Z blogiem jest trochę jak z gimnastyką. Jak już sie wdrożysz, to idzie jak po maśle. Jak przestaniesz, to na samą myśl o powrocie masz zakwasy. Ale dobra, rozgrzewka:

Mąż jest zachwycony swoim prezentem. Tak, byliście blisko. Obrotowy wieszak na krawaty, montowany na drążku w szafie, wprawił go w stan pośredni pomiędzy euforią i zgrozą. Bo wiecie, on się kręci, ma światełko i w ogóle totalny pokaz użytecznego kiczu w działaniu. Strasznie żałuję, że nie mieli modelu, który dodatkowo grałby jakieś motywy muzyczne w zależności od wybranego odcienia krawata:-) Przy okazji odkryłam, że ilość posiadanych przez męża krawatów przekracza liczbę moich kolczyków, co jest dość wstrząsające, zważywszy na mój kolczykowy nałóg.

Dni międzyświąteczne toczą się cicho i leniwie. Za cicho i zbyt leniwie, więc czuję cały czas podskórny niepokój. Coś musi rąbnąć. Im dłuższa cisza, tym huk będzie większy. To mówię wam ja, kieszonkowa blogowa Kasandra.

Póki co jednak, Lola się regeneruje po koszmarze ostatnich tygodni. Trochę też dlatego odstawiłam bloga,  skupiona na ratowaniu jej zdychającego zdrowia. Kiedy w połowie grudnia wylądowałyśmy na ostrym dyżurze, gdzie błyskawicznymi wlewami dożylnymi ratowali Lolkę przed uduszeniem, myślałam, że już gorzej być mnie może. Było gorzej, bo nowe leki, które dostała, żeby powstrzymać ataki, dawały skutki uboczne, które wpędzały mnie w panikę, a ją właściwie zabijały szybciej niż sama astma. Miotając się nieustannie między szkołą (codzienne telefony z gabinetu pielęgniarki albo sekretariatu), inhalacjami i grzebaniem w Internecie w poszukiwaniu cudownego rozwiązania, wytraciłam całą energię życiową.

Od momentu, kiedy przestała chodzić do szkoły, jest błogi spokój. Nie wiem, czy to  nieobecność szkoły, czy odstawienie wszystkich leków, czy zbawienny wpływ nowego, wypasionego oczyszczacza powietrza z milionem filtrów, który stanął w jej pokoju. Grunt, że młoda nie świszczy, nie dusi się,  zaczęła jeść i przestała wyglądać jak duch dziewczynki z japońskich horrorów.

Ze strachem myślę o jej powrocie do szkoły. Zaczęłam już rozmawiać z dyrektorką o ewentualnym nauczaniu indywidualnym, ale jakoś wciąż mam nadzieję, że damy radę, trochę kombinując, dociągnąć do wiosny. A na wiosnę, nie wiadomo w sumie dlaczego, astma Loli prawie zanika. Więc będzie dobrze. Musi być, prawda?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s