Kobieta przy rurze (z kolankiem)

Moje podejście do porządków świątecznych jest dość niekonwencjonalne. Prawdopodobnie ma to źródło w desperacji, jaka mnie ogarnia mniej więcej w połowie grudnia. Bombardowana reklamami niemieckich preparatów czyszczących oraz wpisami na forach kobiecych (kiedy myjecie okna? jaką szczoteczką najlepiej wyczyścić fugi naokoło WC? czym wywabić plamy z welurowych obić?) czuję rosnący podskórny niepokój. Tym większy, że minęły czasy, gdy rezydowałam na 40 metrach, łatwych do ogarnięcia w weekend. Odkąd jestem posiadaczem niedużego, ale jednak, domu, sprzątanie ma charakter cykliczny. Na przykład cykl mycia okien zaczynam przed świętami Bożego Narodzenia i jak raz do Wielkanocy kończę, kiedy to znowu mogę zacząć….I taki dysonans mam, że bym chciała, bo mam wyrzuty sumienia, ale mi szybko zapał mija (wraz z wyrzutami).

Ale co to ja…Acha. Porządki. W zeszłym roku układałam skarpetki w szufladach. I omiotłam pajęczyny. W tym roku skoncentrowałam się na hydraulice. Nie wiem, dlaczego inteligentna i sprawna kobieta nie potrafiłaby rozkręcić kolanka.  A w zlewie kuchennym woda spływa leniwie jak w Biebrzańskich Bagnach. To bardzo motywuje.

Rozkręcamy od dołu, bo łatwiej. Aaaa! Cholera, zapomniałam o misce. Szmata. Miska. Powrót na stanowisko. Rozkręcamy dalej, pieczołowicie odkładając części. A ta gumka to co? Uszczelka zdaje się. Ciekawe, skąd wypadła? Śrubokręt i już – zgrabnym ruchem odłączamy końcówkę rurki od odpływu. Błeee, to żyje! Z rurki wypełza galaretowata maź, dygocząc niecierpliwie w żądzy krwi. No dobra, koloryzowałam z tą żądzą. Ale żywa, jak nic. Może mi się ameba zalęgła? Wytrząsam gluta do zlewu, co jest idiotyzmem, bo glut przelatuje wprost do miski ochlapując mi spodnie. Eliminuję ostatecznie obcą formę życia w kiblu, niech tam się lęgnie i wychowuje młode.

Teraz tylko skręcić. Łatwizna. Jak to było? To proste, to  krzywe, i to zagięte w bok. Zaraz, została mi uszczelka! Rozkręcam, typuję najbardziej osamotnione połączenie, i czule łączę je z uszczelką. Niech się przytulają, miłość rządzi światem. Tylko mi tutaj jeszcze takie coś malutkie…co to…a tam, spróbujmy puścić wodę. Niagara, która spływa mi po kolanach, udowadnia mi, że rozmiar nie ma znaczenia, i Coś Malutkie pełni ważną rolę w rurkowym ekosystemie.

Rozkręcamy (Repetitio est mater studiorum) znowu, i skręcamy, tym razem wtykając Coś Malutkie w hipotetycznie prawdopodobne miejsce zamieszkania..Działa? Działa! Rany, działa!  Skręciłam kolanka! I nic nie leci. Znaczy leci, ale prawidłowo i bez przecieków.

No. I to by było na tyle chyba. Bo się zmachałam tym kolankiem. Może jeszcze umyję lampę nad stołem. Albo fronty kuchennych szafek. I na ten rok już wystarczy.  Za to w przyszłym…może w przyszłym roku ułożę wreszcie książki na półkach w systemie, który pozwoliłby mi odnaleźć to, czego szukam, szybciej niż po godzinie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s