same dobre wieści

Ciepło i słonecznie. Zajefajnie po prostu. Cebulki w ziemi uznały, że już CZAS i wychynęły ufnie na powierzchnię, czekając na wiosnę. No to się doczekają, cholera. Przyjdzie mróz i wymiecie towarzystwo, a ja w marcu będe se mogła kupić hiacynta w doniczce co najwyżej.

Wczoraj. Balansuję na schodach na strych, usiłując wnieść tam różne szpargały. Telefon. „Czy może pani przyjechać po Miśka, bo bardzo źle się czuje?”. Dobra, złażę. Jadę. Misiek siny z tendencją do zieloności, jak cebulki. Zabieram nowy przypadek szalejącego w gimnazjum wirusa grypy żołądkowej do domu.

Misiek modli się do kibla, ja jadę do dentysty. Dentystka wprawnie znieczula mi szczękę. W fazie niewyraźnego bełkotu telefon. Patrzę: szkoła Loli. Spełzam z fotela i odbieram. „Czy może pani przyjechać po Lolę, bo zrobiło jej się słabo na lekcji?” Taaa, jasne, że mogę, cała w wacikach i z obwisłą szczęką. Na szczęście pani Hania ratuję sytuację i zabiera Lolę.

Wracam do mini szpitalika. Misiek jakby gorzej, Lola jakby lepiej. Jasne, że lepiej, bo w domu. Nie podejrzewam jej o fobię szkolną, ale faktem jest, że całkowicie zdrowa w domu dziewczyna, w szkole zamienia się w kupkę nieszczęścia. Bo szkoła Loli, prosze państwa, jest stara i zagrzybiona. A Lola jest uczulona na pleśnie. I od początku listopada, kiedy okna pozamykane, a dzieci nie wychodzą na dwór, Lola po kilku godzinach wymięka. Pielęgniarka szkolna już chyba spluwa przez lewe ramię na jej widok, bo młoda jest codziennym gościem na jej kozetce. Wyjścia mam dwa: wytrzymać do wiosny albo przenieść Lolę do innej szkoły. Na razie sumiennie zaczęłam ją zabierać do domu natychmiast po lekcjach, żeby jak najkrócej była w szkole. Zobaczymy, czy to pomoże.

Mąż zaczął maraton wigilijny. Ma już w tym taką wprawę, że chyba odruchowo, łamiąc się opłatkiem, wygłosi expose. Nie mogę doczekać się naszej Wigilii, może zaproponuje mi świąteczną premię:-) Ale jaki ja mu kupiłam idiotycznie praktyczny i bezsensowny jednocześnie prezent pod choinkę! Nie mogę się doczekać, kiedy go otworzy. No, sorry, na razie nie napiszę, co, bo jeszcze przeczyta i szczęka mu nie opadnie w stopniu zadowalającym:-) Możecie zgadywać, co to. Niezwykle praktyczny, podkreślam. A równocześnie tak głupi, że aż śmieszny, trochę jak świecący na niebiesko reniferek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s