szkoła przetrwania

Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby uważać, że to będzie wypoczynek. Przecież pojechałam nie tylko z mężem, ale też z bratem i rodzicami. Jako że wszyscy mamy silne osobowości i swoje zdanie na każdy temat, już pierwszego dnia udało nam się zdiagnozować problemy, które zaistnieją w trakcie. Mój brat jest niezależny i nie lubi chodzić w grupie. Oraz – jakby to taktownie wyrazić – jest zwolennikiem oszczędnego trybu życia, który lody i kawę uważa za niepotrzebne turystyczne fanaberie, bo wszyscy powiniśmy mieszkać w namiotach i gotować strawę na ognisku. Mój ojciec jest typowym samcem Alfa – lubi przewodzić stadu i sprawować opiekę, nawet wbrew woli zainteresowanych. Mój mąż co sekundę zatrzymuje się, bo wszędzie widzi dobre ujęcie, poza tym uwielbia robić zdjęcia osobom współtowarzyszącym, nawet jeśli przeciw temu protestują. Ja jestem  na wyjazdach marudą. Pod względem fizjologii turystycznej zatrzymałam się na etapie dwulatka. Więc albo chce mi się siku, albo pić, albo mi gorąco albo za głośno. Kiedy moje potrzeby zostają zaspokojone, rozglądam się z ciekawością naokoło i gaworzę do przechodniów. Moja matka jest dzielnym skautem, który będzie maszerował w skwarze godzinami i nie piśnie słowem, że zaraz kręgosłup jej padnie, albo że ma obtarte stopy. W związku z czym nieświadomie powoduje u pozostałych nieustanne poczucie winy, że oni nie są tak wytrzymali i porządni jak ona.

Bogu dzięki, wszyscy mamy też poczucie humoru, co uratowało nas wielokrotnie przez wzajemnym zagryzieniem. Nawet w sytuacjach kryzysowych – takich jak ta, kiedy ojca okradziono z portfela z kasą i dokumentami. Zdaje się, że teraz wszyscy mamy uraz do Gaudiego, bo to on kumuluje takie tłumy, które stają się środowiskiem naturalnym dla wszelkich piranii i kieszonkowców. Oczywiście spowodowało to pewne zamieszanie, bo ojciec bez dokumentów nie mógł wrócić do kraju, a w sumie jednak wszyscy jesteśmy do niego przywiązani i preferowaliśmy powrót w niezmienionym składzie. Ale już następnego dnia, nerwowo trzymając się za kieszenie w barcelońskim metrze, byliśmy w stanie dowcipkować:

– Wiecie, jaka jest największa zaleta tego skrzypka w metrze? Ma obie ręce zajęte i na widoku –

Powrót mieliśmy z gatunku ekstremalnych. Samolot spóźnił się półtorej godziny, co nie jest znowu taką sensacją. Ale generalnie było późno, prawie wpół do dziesiątej wieczorem, i byliśmy trochę schetani po całym dniu. Nad Warszawą dowiedzieliśmy się, że lotnisko jest czasowo zamknięte i odesłali nas do Katowic. Owszem, może w kategorii lotu różnicy to nie robiło, ale jednak to 300 kilometrów od Warszawy i zrobiło się lekko nerwowo. Mąż z lekkim przerażeniem myślał o ważnym spotkaniu z prezesem następnego dnia o 10, a ja sikałam po nogach z nerwów, bo Misiek był sam w domu i obiecaliśmy mu, że wrócimy przed północą. Dolecieliśmy o 1 w nocy, autokary ruszyły o 2, po godzinie jazdy okazało się, że droga jest zamknięta z powodu wypadku i wszystkich zawracają. Super. Kiwaliśmy się na fotelach, popatrując na siebie z niedowierzaniem, bo kumulacja dziwnych wydarzeń była porażająca. Ostatecznie dotarliśmy do Warszawy o wpół do dziewiątej rano! Mąż po dobie bez snu, ogolił się, założył garnitur i pojechał do pracy. Misiek przeżył, chociaż nie spał do 4 rano, bo się bał – nigdy jeszcze nie został sam na całą noc. Ja zapowiedziałam, że resztę wakacji spędzam w domu i mogę co najwyżej rozbić namiot w ogródku.

Istna ścieżka zdrowia. Ja nie wiem, czy te wyjazdy nie są przereklamowane. Czy człowiekowi tak źle w domu? Cicho, spokojnie i bezpiecznie, kawa za darmo i zdjęć nie trzeba robić. I za kieszeń nie trzeba się trzymać. A Gaudi niech się wypcha. Ta cała katedra wcale mi się nie podobała. Wygląda, jakby ktoś przyzwoity budynek oblał żrącym kwasem. O!

No dobra, uliczki ładne. I żarcie dobre. I muzyka fajna. I wino pychota. No, może jednak warto czasem pojechać do Barcelony….

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s