evoryzacja

Caesaria Evora jest mała i stara. W chuścinie zamotanej na głowie, spódnicy do ziemi i na boso. Chyba dla wygody, bo za kasę z biletów mogłaby nosić wyłącznie Louboutiny. Wdreptała sobie Caesaria na scenę, zajęła pozycję stojącą przy fortepianie, i bez jednego drgnienia na pomarszczonej twarzy zaczęła śpiewać. Żadnego powitalnego „dżen dobry”, żadnego „kocham was” ani „witaj, Warszawo”. I śpiewała longiem, jedną piosenkę po drugiej, z widocznym znużeniem przeczekując burze oklasków. Od czasu do czasu przerywała, żeby napić się wody, odwracała się tyłem do sceny, ucinając sobie pogawędki z pianistą, ale zazwyczaj po prostu stała nieruchomo, bez uśmiechu i podawała repertuar. Skończyła. Bez „dziękuję” ani „do widzenia” w jakimkolwiek języku zeszła ze sceny. Wróciła. Na jeden bis. I koniec. „Caesaria zawsze pozwala tylko na jeden bis, taką ma zasadę”.

W trakcie koncertu zaczęłam się orientować, że z  większym natężeniem patrzę na Evorię, niż jej słucham. Taka mała staruszka. I takie ma jaja, że Bruce Willis powinien się czołgać u jej stóp. Nie wiem, czy to jej wrodzona cecha, czy rutyna wynikająca z lat występów. Ale pierwszy raz byłam na występie kogoś, kto opanował w takim stopniu sztukę wdupiemania. „Wiem, że śpiewam dobrze. Ale niespecjalnie mnie obchodzi, czy wam się to podoba. Niespecjalnie mnie obchodzi, czy ja wam się podobam. Nie muszę”. Żadnego podlizu, ukłonów, oczek do publiczności. Ja..ja jej chyba zazdroszczę.

Kiedyś robiliśmy sobie taką zabawę ze znajomymi „określ kogoś jednym słowem”. Wiecie, jak byłam zazwyczaj określana? Przyjazna. Sympatyczna. Uśmiechnięta.

Czyli – czytaj między wierszami – taka, która nie uraża innych i zależy jej, żeby ci inni ją lubili. Faktycznie mi zależy. Ale czy nie ma w tym krztyny układności? Ulegania? Leku przed utratą czyjejś sympatii?

Tak sobie myślę od wczoraj – gdyby tak przeprowadzić na sobie proces stopniowej evoryzacji? Odcięcia się od tego, co inni o mnie myślą. Wypracowania sobie takiego podejścia – w sumie OK, jeśli mnie lubicie, ale generalnie wcale nie musicie, i tak jest mi ze sobą dobrze. Tylko wcale nie jestem pewna, czy w takim wypadku ciągle byłabym sobą. Może z tym trzeba się urodzić? Albo przez kilkadziesiąt lat występować przed tłumami, które oklaskują wszystko, co wyśpiewasz?

Tak czy siak, Evoria is my hero!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s