pozytywnie

Czy miewacie czasem takie dogłębne uczucie, że zrobiłyście coś dobrego? Takie, że możecie o sobie pomyśleć, no, coś w stylu: kurczę, ale jestem pozytywna? Mnie sie to zdarza wyjątkowo rzadko. Ale po ostatnim weekendzie czuję się miłą, odmienioną, pozytywną Asią i mam nadzieję, że to uczucie, nawet bez sztucznego podtrzymywania, potrwa jeszcze choć dzisiaj…

W sobotę zostałyśmy z Lolą same. Panowie oddalili się, aby zażywać całodniowych męskich rozrywek, które, jak sądzę, są współczesnym odpowiednikiem polowania na mamuty czy też plemiennych rytuałów przejścia w wiek męski.

Byłam tak rozpaczliwie zmęczona ostatnim tygodniem, że po raz pierwszy od dawna celowo zignorowałam piętrzące się pranie i prasowanie. Powiedziałam mojej córce, że może dowolnie dysponować moim czasem i że przez cały dzień będziemy robić to, co ona chce. W związku z tym: byłam na długim spacerze, skakałam na trampolinie, biegałam po okolicy za Lolą, która trenowała świeżo nabytą umiejętność jazdy na rowerze, owinięta w koce, z Lolą na brzuchu, czytałam do zdarcie gardła „Magicze drzewo”, tańczyłam, a pod wieczór upiekłam przy wydatnej pomocy Loli nasze ukochane „palce czarownicy”. Ciasteczka są malownicze, przepyszne, z podanej porcji wyszła nam gigantyczna ilość i świetnie się bawiłyśmy przy naklejaniu migdałowych paznokci:-) Zainteresowanym polecam ten przepis, sugerując jednocześnie zmiejszenie ilości proszku do pieczenia o połowę, bo podanej ilości mogą wyjść palce niezwykle otyłych czarownic.

Lola była tak szczęśliwa, że aż mi się wstyd zrobiło. W końcu naprawdę niewiele musiałam włożyć w to wysiłku, a moje dziecko było tak wdzięczne i zadziwione, jakbym górę przeniosła. Podbudowana i zmotywowana, postanowiłam przedłużyć bycie pozytywną aż do niedzieli. I razem z Lolą i moimi rodzicami wybrałam się do mojej babci, u której nie byłam już żenująco długo. Nawet wizyta na cmentarzu, której zazwyczaj szczerze nie znoszę, okazała się niezłą zabawą. Mój tata, podkręcony zainteresowaniem wnuczki, snuł nam przy rodzinnych grobach historie, których Lola słuchała z wypiekami na buzi: o prapradziadku, który miał szesnaścioro dzieci, o jednej takiej cioci, co ją zamordowali, i o małej siostrzyczce dziadka, która umarła w czasie wojny. Zahipnotyzowana tymi historiami u babci moja córka zachowywała się nad podziw pozytywnie, dawała się bez oporów ściskać i całować, ale po obiedzie wyciągnęła mnie na spacer – tylko musimy same iść, mamusiu – podkreśliła.

Dopiero na spacerze dała upust dręczącym ją wątpliwościom:

– Chciałam iść tylko z tobą, bo muszę ci zadać kilka pytań – oświadczyła z namaszczeniem i od razu nabrała tchu:

– Po pierwsze: dlaczego twoja babcia ma wąsy? Po drugie: czy ona zawsze była taka mała?  Po trzecie: czy ona naprawdę nie słyszy? Przecież ma takie duże uszy…? – zakończyła ze szczerym niedowierzaniem, a ja wiedziałam, że kiedy wybuchnę śmiechem, to zrujnuję zaufanie mojego dziecka. To była najdłuższa chwila w moim życiu, kiedy nieumiejętnie próbowałam zamaskować duszący mnie chichot pokasływaniem:-).

Odpowiedziałam. Wyczerpująco. A co? W końcu wciąż miałam dzień Pozytywnej Matki. A także Wnuczki. Moja babcia, nieświadoma zainteresowania, jakie wzbudziła, była naprawdę szczęśliwa z powodu odwiedzin, i odmówiła za nas co najmniej pięć zdrowasiek, więc bezpiecznie i szybko dotarliśmy do domu:-). Nawet Lola z, mam nadzieję,  mimowolnym czarnym humorem, doceniła wartość tej wizyty:

– Czy wiesz, mamo – Lola najwyraźniej mozolnie sobie coś w głowie przeliczała – że to moja ostatnia prababcia? Musimy ją odwiedzać, zanim się nie wyczerpie –

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s