autopilot

Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu działam na autopilocie.  Wyłączam wszelkie zbędne opcje i wykonuję zadany program. Wstać, ubrać się, małoletnich oporządzić, zawieźć. Jedyna loteria to: spóźnią się dzisiaj do szkoły czy nie (zazwyczaj się wyrabiamy), oraz: zdążę zjeść rano tosta, czy nie (zazwyczaj nie zdążę).

Godzina w korku (opcja niepewności – od 50 minut do półtorej godziny). Osiem godzin pracy, która ostatnio jest irytująca na maksa: bo powinnam redagować tekst przygotowany przez tłumacza, a poprawiam błędy w tłumaczeniu na poziomie podstawówki, sprawdzam banalne informacje (wczoraj zgłębiałam problematykę wyścigów na Służewcu) i wkurzam się, że odwalam robotę za kogoś, kto za ten tekst dostaje tyle, ile ja za miesiąc pracy. Again – godzina w korku.

Drugi etat- wsadzić pranie, złożyć pranie. Rozpakować zmywarkę, spakować zmywarkę. Przegrzebać plecaki małoletnich w poszukiwaniu spleśniałych bananów, cieknących soczków i Bardzo Ważnych Karteczek (typu: jutro jedziemy na wycieczkę, wyjazd o 7.30, proszę dać dziecku 20 złotych). Nakłonić (opcja niepewności- wystarczy polecenie, czy trzeba będzie użyć szantażu i groźby) do odrabiania lekcji i pakowania książek. Odkurzyć, zebrać stosy ciuchów, kubków i książek, które w czasie mojej nieobecności rozniosły po domu krasnoludki. Dać młodym kolację. Jedna robota ekstra, zanim padnę (na co jeszcze mam siły: umyć podłogę? poprasować? poskładać kłąb ubrań w którejś szafie?). Zagonić młodych do mycia i do łóżek (opcja optymistyczna – uda mi się jeszcze chwilę pogadać z Miśkiem i poczytać Loli).

22 – ze zmęczenia nie mogę się zdecydować, co by tu zjeść. Wyjadam pół lodówki. I padam. Padam na kanapę, Kota mości się na moim brzuchu i tak leżymy, niemrawo łypiąc okiem to na książkę, to na Comedy Central albo Fox Life.  Wraca mąż, równie zmaltretowany jak ja.  Czasem uda nam się nawet pogadać….jak jeszcze mamy siły.

Autopilot wciąż na chodzie, bo gdybym go wyłączyła, zaczęłabym się zastanawiać, czy na pewno ma sens to, co robię. I czy naprawdę chciałam pracować. Zamiast być w domu, spokojnie gadać z dziećmi, gotować im zdrowe obiady i grzebać w ogródku.

Mam nadzieję, że to chwilowa frustracja, spowodowana ogólnym pozimowym spadkiem formy. Bo jak nie, to nawet autopilot mi się wyładuje:-( A ja zacznę żywić niezdrowe uczucie dogłębnej zazdrości w stosunku do Mamrotki i innych matek, które  mają lepiej poukładane w głowach, niż ja. I generalnie są lepszymi matkami, niż ja, chlip, chlip. Bo bez jaj, w te teorie, że nie ilość, ale jakość czasu z dzieckiem się liczy, to ja, przepraszam, ale nie wierzę.

O matko, przeczytałam to, co napisałam i składam niniejszym uroczystą obietnicę: następna notka będzie lekka i zabawna. Choćbym miała z nią czekać dwa tygodnie! Jak się wygrzebię z dołka, wznawiam działalność. Howg!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s