Choinko, zostań wśród nas

Mój Mąż wraz ze śniegiem  poczuł w sobie samczy instynkt przywleczenia czegoś do jaskini. Przywlókł więc, co raczej normalne o tej porze roku, choinkę. Nie podejrzewam go wprawdzie o to, że kilometrami wlókł ją po leśnych wykrotach, ale mniej więcej tak wyglądała- chuda, mizerna, odrapana i taka jakaś…anorektyczna (czy on chce mi coś dać do zrozumienia??). Przywlókł, postawił dumnie na środku przedpokoju…i zamilkliśmy.

– Jak ją ubierzemy, to nie będzie widać tych prześwitów- powiedziałam pocieszająco, bo dobra żona powinna wspierać męża w trudnych chwilach.

– Ale drapak- zarechotała Lola, która najwyraźniej nie czuła potrzeby wspierania ojca.

– No, drapak, ale jest nasza i  ją kochamy!- powiedziałam z mocą (i ukrytą groźbą) do potomstwa- poza tym to tak, jakbyśmy wzięli bardzo brzydkiego kundelka ze schroniska, dobry uczynek i w ogóle-

Misiek się nie wypowiedział, za to z rosnącą fascynacją obserwował poczynania Męża, który bohatersko usiłował obsadzić rachityczny pieniek w stojaku. Niełatwa sztuka udała się w głównej mierze dzięki dwóm egzemplarzom Wyborczej, które stabilizowały całość. Kiedy już choinka dumnie prężyła wątłe ramionka na środku pokoju, Misiek udał się na urodziny kolegi zastrzegając, wydawało mi się, że wyłącznie pro forma: – Tylko nie ubierajcie jej beze mnie!-

Łatwo powiedzieć…Czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy. Niektórzy z nas cierpliwie, jak na przykład Mąż, który znowu usiłował wybrać i obrobić zdjęcia z wakacji ( ja nie wiem, czy on próbuje Photoshopem retuszować mój obwód w talii, że mu tak powoli idzie?). Niektórzy nie zauważali upływu czasu, pracowicie redukując stosy brudnych ubrań, talerzy i okruchów (to ja, jakby się ktoś nie domyślił). Ale niestety, były też jednostki całkowicie niewytrzymałe.

– No kiedy, kiedy, kiedy- jęczała Lola, włażąc mi pod nogi, wieszając się na ręce i ciągnąc za skarpetki….- Kiedy wreszcie będziemy ubierać choinkę, no kiedy, kiedy…- Po kolejnym „kiedy” skapitulowałam i pooooowoli zaczęliśmy ubierać drzewko. Nie przewidziałam tylko tego, że ze względu na, hmmm, jakby to ładnie ująć, upośledzenie gabarytowe choinki, proces zajmie nam mniej czasu niż zwykle. Kiedy skończyliśmy wieszać ostatni łańcuch, wpadł Misiek. Wpadł i zakrzyknął, straszliwie oburzony- Jak mogliście? Mieliście na mnie poczekać!!-

Przysięgam, nie nadążam za tymi nastolatkami. Dlaczego młody człowiek, który ostentacyjnie uchyla się od publicznego uścisku mamy, odmawia wspólnych zakupów, pieczenia pierniczków, odwiedzin u babci i innych form aktywności rodzinnej, nagle pragnie wieszać bombki? No ewidentnie, był na skraju załamania. Na szczęście, bycie matką jest związane zazwyczaj z kursem Negocjatora Policyjnego i Szybkiego Reagowania w Trudnych Sytuacjach.  Spokojnie powiedziałam- świetnie że przyszedłeś, właśnie miałam zdejmować te łańcuchy, bo strasznie krzywo wiszą-

Misiek zdjął, powiesił znowu, odszedł na parę kroków i spojrzał na choinkę tak, jak zazwyczaj świeżo upieczony ojciec patrzy na dziecko:

– To najfajniejsza choinka, jaką dotąd mieliśmy-

– No, bo jest nasza i ją kochamy- dodała Lola

– Drapak, ale to nasz drapak- powiedziałam  do męża

– No, ale stoi prościutko, sama przyznaj- odkrył Mąż z zachwytem

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s