refleksja poniekąd intymna

A tematem będzie rola ginekologa w życiu kobiety. Tak, wiem, to dość osobista sprawa, ale, jako że wczoraj akurat byłam u rzeczonego specjalisty, mam takie melancholijne spostrzeżenia.

Kiedy byłam młoda, piękna i w pierwszej ciąży, chodziłam do pani doktor, którą nazywałam sobie po cichu Myszunią. Myszunia była cudowną, siwą, nobliwą staruszką z manierą zdrabniania absolutnie wszystkiego.  Na jej fotelu byłam Kicią, Żabką i Myszką, przez co czasem czułam się jak pacjent kliniki weterynaryjnej, ale za to miałam nóżki, rączki i okresik. Kiedyś sobie obiecałam, że gdy usłyszę od niej słowo „maciczka”, zejdę z fotela i ją ucałuję.  Niestety, zanim ten moment nastąpił, Myszunia odeszła na zasłużoną emeryturę. A ja trafiałam do kolejnych ginekologów, którzy byli źli, średni i dobrzy-ale-drodzy. Jakiś czas temu znowu stanęłam przed wyborem: w przychodni jest dwóch panów: jeden Młody, Przystojny i Strasznie Seksowny, drugi, który jest zaginionym bratem bliźniakiem świętego Mikołaja.

Natychmiast doszłam do wniosku, że z Młodym Przystojnym zdecydowanie chciałabym najpierw zjeść kolację przy świecach, zanim dojdziemy do bardziej intymnych etapów naszej znajomości. I cóż mogę powiedzieć… Święty Mikołaj Dwa jest uroczym, starszym panem, życzliwym i łagodnym. Nie każe mi się śmiać z jego dowcipów, nie zdrabnia i nie reprezentuje żadnego radykalizmu ideologicznego. Niemal ideał, z jednym małym wyjątkiem. Natura obdarzyła go niezwykłej siły głosem, dzięki któremu z pewnością zrobiłby karierę operową. Ściany i drzwi gabinetu są cienkie, za drzwiami pełna poczekalnia.

Staram się, przysięgam że się staram. Ponieważ na moje krzyczące  dzieci to działa, postanowiłam i na nim wypróbować moją metodę: do krzyczącego rozmówcy mówisz coraz ciszej i ciszej, co automatycznie skutkuje tym, że i on przycisza głos. Niestety, teraz pan doktor uważa mnie nie tylko za przygłuchą, ale też za bardzo nieśmiałą, i żeby mnie ośmielić…zgadnijcie co robi..podnosi głos. Buuu…Oczywiście, kiedy wchodzę do gabinetu, mam świadomość, że po 10 minutach wszyscy pacjenci w poczekalni będą lepiej zaznajomieni ze stanem mojego zdrowia intymnego niż mój osobisty mąż. I kiedy wychodzę, z wypiekami na twarzy i spuszczonymi oczami, przysięgam sobie znowu, że to już ostatni raz i nigdy więcej, a za mną ciągnie się jeszcze echo tubalnego głosu doktora ” A piersi pani badała?” I przysięgłabym, że końcu słychać jeszcze „Ho, ho, ho”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s