nareszcie poniedziałek

Wiem, pogięło mnie. Ale czasami weekendy w wydaniu naszej rodziny bywają wyczerpujące. W sobotę zawiozłam Miśka na turniej piłkarski i pojechałam z Lolą do alergologa. Po minucie od nałożenia alergenów na rękę podniosła rozpaczliwy krzyk- łapka spuchnięta jak baniak. Młoda jest uczulona w stopniu skandalicznym na wszystko, co ma sierść i pióra, oraz na przeróżne pyłki i pleśnie. Spirometria poniżej wszelkich norm, astma jest faktem potwierdzonym naukowo. Super.  Wróciłam zmachana do domu, który przypominał obrazki z CNN- przejście tornada nad Oklahomą. Rzuciłam się nerwowo do gotowania obiadu, bo Lola na stres reaguje zwiększonym apetytem. Kiedy miotałam się między kuchnią a uprzatnięciem przynajmniej części domu, wrócił Mąż z Miśkiem. Rozejrzał się i powiedział radośnie- to co, może pojedziemy gdzieś na obiad? (który do tego czasu już wesoło pyrkotał na kuchence, by the way). W odpowiedzi poczęstowałam go stekiem obelg i nakazałam zmienić pościel. Obraził się.  Ale nie na długo, bo musieliśmy uruchomić wszelkie rodzicielskie siły pocieszania, kiedy Misiek dowiedział się, że Świnki Muszą Odejść. No i skąd ta rozpacz, pytam ja się. Gdyby nie ja, biedne gryzonie dawno by ziemię gryzły, jako że byłam jedyną karmicielką, sprzątaczką, pielęgniarzem i opiekunką. Samej mi się serce kraje, bo nikt tak radośnie mnie nie wita po powrocie do domu jak one, a tu jeszcze musiałam pocieszac Miśka, który wpadł w rozpacz totalną i oczywiście obwinił za wszystko siostrę.

W niedzielę Mąż zawiózł Miśka na turniej, tym razem szachowy (zaznaczam, że na usilną prośbę zainteresowanego, żeby nie było, że męczymy dzieciaka). Następnie dzwonił do mnie co jakiś czas, informując o tym, że Misiek wygrał lub przegrał, przeżywając to tak, że w końcu wyszedł, żeby mu serce nie siadło. Mnie w tym czasie dla odmiany siadał kręgosłup, bo tłukłam się po supermarkecie, usiłując nabyć przeróżne dobra konsumpcyjne. I tak czułam się szczęśliwa, bo udało mi się przehandlować młodą babci w zamian za listę zakupów do zrealizowania (chociaż mama w pierwszej chwili nieco się wystraszyła, kiedy zadzwoniłam do niej i zdesperowanym tonem rzuciłam- potargujmy się- dziecko za mięso!-)

A popołudnie to już norma- nieco chaotyczne wspólne spędzanie czasu, które zazwyczaj polaga na wzajemnym przekrzykiwaniu się, ciągłych kompromisach,  czego słuchamy, na kim mam skupić aktualnie uwagę itp.  Mąż przy komputerze usiłował po raz kolejny wybrać zdjęcia z naszych wakacji, Misiek włączył Michaela Jacksona i trenował moonwalk, Lola leżała na podłodze, kiwając nogą i perorowała:

– Mamo, chcę mieć cały pokój petshopowy: i petshopową pościel, i plakaty, i petshopowe ściany-     

Misiek, płynnie wijąc się po podłodze, krzyczał triumfalnie

– Mamo, zobacz, udało mi się!-

Lola warczała wkurzona- Cicho, głupku, ja mówię do mamy!-

a następnie wracając do tonu gawędziarskiego, kontynuowała:

-Wracając do petshopów, kochana mamusiu, to jeszcze bym chciała…….-

Mąż co chwilę wzywał mnie, żebym oceniła subtelne udoskonalenia zdjęć, jakie poczynił przy pomocy specjalnego programu, i powiedziała mu, które lepsze. A ja pytałam rozpaczliwie, czy to jakas nowa gra pt „Znajdź siedem różnic”. Ach, no i czytałam, raczej hipotetycznie, ale jednak- „Biała Wiedźmę” Adama Zalewskiego, która za pierwszym razem mnie zachwyciła, i chciałam sprawdzić, czy wrażenie się utrzyma. Niestety, to jedna z tych książek, które definitywnie tracą na urodzie przy kolejnym czytaniu. Szkoda.

Wieczorem złapałam się na tym, że z pewną ulgą myślę o poniedziałku, kiedy przez osiem godzin będę przebywać w cichym i uporządkowanym środowisku, wśród ludzi, z którymi niezobowiązująco rozmawiam, ale nie muszę zaspokajac ich rozlicznych potrzeb fizjologicznych i emocjonalnych, a skala problemów nie przerasta moich możliwości psychicznych. Oczywiście do czasu. Do czasu, kiedy siadłam przy biurku i zagłębiłam się w Bardzo Ważny Scenariusz, gdzie zahipnotyzowały mnie swoją głębią zdania w stylu: „Autobus na wstecznym cofał sie do tyłu”. To ja już chyba wolę moją rodzinę….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s