kapibary

Ostatnio dużo czytam o kapibarach. Doszłam do wniosku, że nie chcę mieć kapibary. 

Co za ulga. Musiałabym zbudować jej basen.

Chociaż trochę żal. Nic tak nie rozjaśni ponurych listopadowych dni, jak twoja własna kapibara.

A przydało by się znaczące rozjaśnienie – może przynajmniej pasemka sobie zrobię, skoro nie stać mnie na kapibarę. Małoletni nie rozjaśniają ani ciut ciut.

Lola sobie odpuszcza. Szkołę, to wiadomo, ostatecznie cóż ją może obchodzić fakt, że za trzy lata podwojony rocznik wystartuje do liceów i rywalizacja będzie gigantyczna? I że jeśli nie zacznie się nalitośćboskadocholery uczyć, to dostanie się co najwyżej do pobliskiej zawodówki odzieżowej, a nie umie nawet przyszyć guzika. 

Harcerstwo też zaczyna ją rozczarowywać. Miała wizję bardziej szkoły przetrwania, niż zabaw towarzyskich. Wbrew sobie, bo ideologicznie bardzo mi nie po drodze z tą formacją, namawiam ja do poczekania do wiosny. Może się doczeka tego ganiania po lesie i budowania szałasów?

Na fali sukcesu edukacyjnego (pamiętacie dekalog i arkę? Lola dostała z tej klasówki piątkę) wykazała przez chwilę zainteresowanie religią.

Ale – niespodzianka – Lola, jak prymitywne plemiona z amazońskiej dżungli, całkowicie nie może pojąć konceptu trójcy świętej. Dla mnie obserwowanie jej procesów myślowych było niemal równie fascynujące, jak życie kapibary. Okazało się, że dla Loli główne założenia katolicyzmu są całkowicie absurdalne i nie do ogarnięcia intelektem:

– Ale że jak? Maria zaszła w ciążę z Bogiem i urodziła tego samego Boga? Równocześnie? I dlaczego Bóg uznał, że się rozdwoi i pozwolił się zabić ludziom, żeby udowodnić samemu sobie, że tych właśnie ludzi trzeba zbawić? Skoro przecież nic mu to nie dało, bo i tak ludzie czasem idą do piekła, a czasem do nieba, tak? Czyli nie wszystkich zbawił? Czy jak?

Męczyła mnie cały wieczór, w końcu się poddała i uznała, że starożytni Grecy jednak sensowniej to sobie wymyślili. Ja też się poddałam i machnęłam ręką na duchowy rozwój dziecka. W końcu i tak już nic z niej nie będzie – ma konto na Facebooku, czyta Politykę i chodzi z matką na Czarne Marsze.

Misiek, mój pierworodny ukochany syn, pisze właśnie próbne matury. Dzięki czemu zaczyna mieć refleksje na temat swojej przyszłości. Mrocznej, bo on też padnie ofiarą reformy systemu. Czyli pewnie nie dostanie się na żadne sensowne studia, bo przyjmą tylko garstkę najlepszych. A Misiek nie jest najlepszy. I chyba odrobię zaczyna się martwić, to znaczy on, bo ja martwię sie już od jakiegoś czasu.

Chciałabym być kapibarą.

Kapibary mają grube tyłki, ale nikomu to nie przeszkadza. Cały dzień nurzają te tyłki w wodzie albo wygrzewają na słońcu, a czują się spełnione i zadowolone z życia. Swoją obecność zaznaczają wypróżnieniami. Nie muszą pisać książek, robić kariery w korpo, wyszywać „Bitwy pod Grunwaldem” haftem krzyżykowym czy działać w komitecie rodzicielskim.

Po prostu obesrają teren naokoło i czują, że to ich miejsce na ziemi i nikt się już nie będzie czepiał. No serio. Kto nie chciałby być kapibarą?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s