Regularnie odrzucam propozycje promowania czegokolwiek na blogu, przypuszczam, że z czystego lenistwa. Bo musiałabym np wkleić linki, albo coś napisać na zadany temat. No taka totalnie zlewająca jestem, że mi się wstyd zrobiło. I się teraz waham, bo mogę wam poreklamować fajną akcję, tzn fajną według mnie, bo ogólnopolską i społeczną. I nawet mogę zrobić konkurs, w którym można wygrać drobne nagrody. Chcecie? Bo na siłę wciskać nie będę i może wcale nie chcecie wygrać zestawu jakichś tam sympatycznych drobiazgów w zamian za poruszającą wypowiedź na temat.
Jak ktoś chce wziąć udział w konkursie, proszę o sygnał, konkurs się odbędzie:-)
A ja odżeglowuję w stronę zamrażalnika, w którym chłodzę swoją spuchniętą jak balon rękę. Bo wiecie co? Szerszeń mnie użarł. Normalnie pomylił mój kolorowy, pasiasty sweterek z rośliną miododajną, czy co? A teraz ledwie mogę stukać w klawiaturę, bo mi ta łapa przeszkadza. I boli jak cholera. Bardziej niż po osie. Świnia, nie szerszeń. A porad z Internetu nie będę już czytać nigdy, odkąd zarzuciłam temat i wyłowiłam następującą kwestię: użądlenie szerszenia NIE musi być śmiertelne, ale często kończy się wstrząsem. Jestem wstrząśnięta. Ała!