Stefan mi zdycha

Siedziałam w tym warsztacie dobre dziesięć minut, zanim Pan Mechanik oderwał sie od roboty, żeby poświęcić mi chwilę uwagi. Dziesięć minut to o wiele za długo dla kobiety, której jedynym towarzystwem byla w tym czasie przeceniona odśnieżarka i wystawa kołpaków.

Tylko tym mogę wytłumaczyć fakt, że kiedy wreszcie Pan Mechanik się pojawił i spytał w czym problem, odpowiedziałam zamyślona:

– Stefan mi zdycha –

 I dopiero skonsternowana mina pana uświadomiła mi, że załapał się na końcówkę  mojego dziesięciominutowego myślotoku. Jak miałam mu wytłumaczyć, że przeszłam przez fazę chaotycznych rozmyślań, dlaczego na przykład ludzie nadają imiona przedmiotom nieożywionym. Sądzę, że ma to jakiś związek z oswajaniem nieznanych i potencjalnie groźnych zjawisk. W końcu tornada mają imiona (dlaczego żeńskie, tak przy okazji?), statki mają imiona, samochody też miewają. Potem przeszłam do rozważań, dlaczego mój samochód ma na imię Stefan i do wspomnień o jego imienniku, moim dziadku, i jedynym jego zdjęciu z młodości, jakie posiadam: młody, opalony chłopak oparty o imponującą starą Warszawę. Skojarzenie przyszło samo…Płynnie zmieniłam temat rozważań do aktualnego stanu zdrowia Stefana (samochodu, nie dziadka), który to stan napawa mnie niepokojem.

Stefan z fazy krzepkiej młodzieńczej jurności wszedł niestety w fazę, która czeka nas wszystkich – powolnego rozkładu systemu. W końcu  ostatnia zima i kilkukrotne zakopanie się w dołach, błotach  i zaspach też nie były pobytem w SPA. Niestety Stefan, mimo całej sympatii, jaką go darzę, nie jest facetem dla mnie. Ja potrzebuję silnego, wysoko zawieszonego mięśniaka, który przebije się przez nieodśnieżane drogi i nie rozwali zawieszenia na moich wiejskich ścieżkach.

Stefan wszedł w smugę cienia, bez dwóch zdań. I chociaż jestem konserwatywna i wyjątkowo niechętnie zmieniam zegarki, mężów i samochody, chyba muszę się rozstać z tym trzecim, licząc na to, że ten drugi sfinansuje wymianę Stefana na jakiś nieco młodszy model.

Udało mi się niepostrzeżenie poprawić, że to sprzęgło zdycha, jaki znowu Stefan. Kiedy Pan Mechanik uznał, ze sprzęgło trzeba w całości wymienić,  okazało się to  kosztownym kaprysem. Szybko przeliczyłam je na 12 scenariuszy, które muszę przeczytać i zrecenzować, żeby na to zarobić i aż się wzdrygnęłam. Ale że bez naprawy nie udaje mi się wyprzedzić nawet motorynki, nie miałam wyjścia. No i niestety, sprzęgło jest tylko  czubkiem góry lodowej różnych dolegliwości podeszłego wieku, które trapią Stefana. Czas na zmianę, sorry, przyjacielu.

Teraz muszę jeszcze zdecydować. Jakiego samochodu szukać? Żeby był: nie za duży (nie cierpię manewrować dużą kobyłą na ciasnych parkingach) i nie za mały (pięcioosobowy). Nie kombi (bo nie lubię), ale też nie sedan. Wysoko zawieszony, ale bez przesady typu terenówka jak czołg.

Chyba zacznę się przyglądać samochodom. Do tej pory zupełnie to ignorowałam, co skutkuje tym, że nie rozróżniam Opla od Volvo, chyba że po znaczku:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s