Zmartwychwstałam psa!

I trochę się wystraszyłam własnej potęgi…

No dobra, uczciwie mówiąc,  w swojej bezmyślności wcale się tym nie przejęłam, ale mój ulubiony kolega Maurycy twierdzi, że skrzywdziłam dziecko (o psie nic nie mówił, więc nie wiem).

Rzecz dotyczy Loli i psa. Psa, który jeździł koleją. No i jak wiedzą wszyscy, którzy przebrnęli przez szkolną lekturę, psa, który zginął pod lokomotywą, ratując małą dziewczynkę.

Lola zaparła się na lekturę z półki brata, bo na okładce wesoła psia morda patrzyła na nią przyjaźnie. A Lola, trzeba wam wiedzieć, kocha psy namiętnie, bezgranicznie i fanatycznie. Do tego stopnia, że gdy zawoziłam stare kołdry do schroniska, chciała oddać własną poduszkę dla zmarzniętych psiaków. Co gorsza, ze względu na bardzo silne uczulenie Loli jest to miłość niespełniona i musi się ograniczać do solidnego wygłaskiwania wszystkich spotkanych psów (a potem oczywiście do ratowania spuchniętej i rozkaszlanej Loli).

Wstęp taki długi, no bo muszę się wytłumaczyć, dlaczego, pod żadnym pozorem, po prostu NIE mogłam uśmiercić Lampo!

Z każdym kolejnym rozdziałem zbliżałam się do nieuchronnego i znanego wszystkim końca. Kiedy Lola, cała zasmarkana i rozszlochana, słuchała o tym, jak Lampo został przygnieciony drzwiami i złamał łapkę, zrozumiałam, że kiedy na końcu wleci pod tę cholerną lokomotywę, to mam absolutnie przerąbane. No, nie dałaby mi żyć, nie wspominając o tym, że nocne koszmary byłyby gwarantowane na najbliższe miesiące…Miśkowi pod groźbą gwałtownej śmierci i odcięcia od lektury „Zwiadowców” zabroniłam powiedzieć choćby słowo na temat zakończenia.

Dobrnęłam do ostatnich stron. Lola cała zesztywniała ze zgrozy słuchała, jak dzielny Lampo spycha dziewczynkę z torów, a ja czytałam coraz wolniej, w końcu płynnie, nie zmieniając tonu dokończyłam: „Zwiadowca przeszedł na drugą stronę torów. W krzakach leżał Lampo, trochę potłuczony i podrapany, ale merdał ogonem i był bardzo  z siebie dumny. – Lampo, piesku, jak dobrze, że nic ci się nie stało – odetchnął z ulgą zwiadowca”

Lola też odechnęła z ulgą. I ja też. Czułam się tak, jakbym sama wyskoczyła spod tej lokomotywy. Do czasu.

Do czasu, kiedy to Maurycy uświadomił mi, że prędzej czy później w szkole Lola przeżyje dysonans poznawczy. I zrozumie, że Lampo is dead!

I wtedy moja córka mnie znienawidzi. Wyprowadzi się z domu. Zerwie kontakty i nie zadzwoni nawet na święta.

No dobra, tego już Maurycy nie powiedział. Ale się boję, że tak będzie. A może jej powiem, że miałam starą wersję lektury? Albo że to zupełnie inna książka, a zbieżność imion jest przypadkowa?

Cholera! Rodzicu, pamiętaj, każde kłamstwo ma krótkie nogi…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s