Randka z Bronisławą

-Spotkajmy się – kusi Alina (widać nie słyszała o dystansowaniu społecznym). – A może tak wspólny weekend? – proponuje ciepło równie niezorientowana Maria. Bronisława jest bardziej obcesowa, choć może to być spowodowane problemami z tożsamością płciową – Zakochałem się w tobie – oznajmia. Nie wspomnę już o całkiem bezpośrednich sugestiach Teresy i Marioli, które proponują mi dziki seks (halo? dystansowanie społeczne?). Jestem na takim etapie mojego życia, że nawet usuwając wiadomości ze spamu, poważnie rozważam ich hipotetyczny sens i głębsze znaczenie.

Chyba już siłą rozpędu, bo ostatnio wyłącznie piszę, czytam i rozważam. No. Nie wyłącznie. Dlaczego, ach dlaczego nie należę do osób, które w trudnych i stresowych sytuacjach tracą apetyt i chudną z nerwów?? Ja niestety jem. A że nie mam czasu spalić, to niedługo zamienię się w znerwicowaną kulkę z obżartymi do kości paznokciami. Co za różnica. I tak w domu siedzę.

A wszystko z powodu pandemii, pleców koleżanki, faceta w niebieskim i mojej głupoty, która, gdyby umiała fruwać, zaniosłaby mnie aktualnie gdzieś w okolicę Międzynarodowej stacji Kosmicznej. Dokładnie w tej kolejności.

Pandemia, nasz ból powszedni, zachwiała podstawami naszego życia w każdym aspekcie. Mąż od kwietnia bezrobotny. Zestresowany. Zmartwiony. W DOMU!! Ja w swojej zdalnej firmie specjalnie dużo nie natłukę kasy, na chleb z serem i prąd owszem, ale pod warunkiem, że nie muszę równocześnie płacić ubezpieczenia za samochód.

Koleżanka zadzwoniła po 10 latach milczenia. – Taka okazja – mówi – normalnie jak mikser z przeceny. Ja będę wszystko wymyślać i ogarniać, a ty będziesz czytać i poprawiać.

Acha. No w sumie nie dowiedziałam się wiele więcej, tyle, że telewizja, że serial, że „robiłabyś dokładnie to co kiedyś, taka redaktorska robota”, że kasa dobra. O! Kasa! Zielone światło zasłoniło mi mózg i zgodziłam się spotkać z koleżanką. W telewizji, bo ona, wiecie, chciała mnie pokazać producentowi i zaoferować, jak na prezentacji Thermomixa, mało używaną, jeszcze na gwarancji, redaktorkę Asię. I tu następuje krótki i pełen oszołomienia akt drugi: koleżanka dzwoni w momencie, kiedy stoję przed telewizyjnymi drzwiami. Plecy jej wysiadły. W sensie tak dosłownym, że najbliższe dni/tygodnie/miesiące wykluczają ją z udziału w tym ambitnym przedsięwzięciu. No i ja tak stoję, zastygnięta, lecz lekko dygocząca, jak galareta ze świńskich nóżek. z ręką na klamce i nie wiem, czy wejść, czy zwiać. Wtedy facet z niebieskim poniekąd wepchnął mnie do środka, bo się spieszył, i potem to już nie wiem, jak do tego doszło, jakaś mgła mózgowa, albo promieniowanie z kosmosu, ale ku mojemu bezbrzeżnemu przerażeniu odkryłam, że jakimś cudem zostałam headautorem, takim, jakby to…pasterzem i ekonomem zarazem, w telewizyjnym, wieloodcinkowym projekcie serialowym. Który Za Sekundę Wchodzi W Etap Zdjęć. To było 6 tygodni temu.

Pracuję po 10-12 godzin dziennie. Siedem dni w tygodniu. Bo nie mogę zostawić mojej starej firmy. Za dobrze znam realia telewizyjne. Taki projekt może się wywalić na każdym etapie, a ja nie mogę zostać bez roboty. Próbowałam na pół gwizdka, ale okazało się, że niedasię, mam robić tyle, ile wcześniej, bo jak nie, to spadówa.

Czasem mam wrażenie, że mój mózg, organ ostatnimi laty równie sflaczały jak moje uda, nie wytrzyma tego wysiłku i eksploduje z hukiem, obryzgując szarą pulpą fotel i okolice. Myślę. Kombinuję. Ustawiam w głowie. Czytam. Sprawdzam. Piszę. Wściekam się. Załamuję. Wracam. Znowu myślę. Wykonuję milion telefonów dziennie do osób, których jeszcze dwa miesiące temu nie znałam. Jestem introwertykiem. To dla mnie jak bicze szkockie. Czytam uwagi do tego, co wydawało mi się dobre i sensowne. Kulę się i ssę kciuka. I znowu myślę, przestawiam puzzle, czytam.

Czy ja kiedyś pisałam, jak bardzo nie lubiłam mojej pracy w telewizji? Zapomniałam już. Teraz przypomniałam sobie dlaczego. To jest jak pajęczyna, mnóstwo splątanych nitek, zależności, jak gdzieś pociągniesz, gdzie indziej się urywa, mnóstwo ludzi i działań jest powiązanych z tym, co robię, i to mnie absolutnie przeraża.

Mam dość. Serio. Gdybym mogła, wyjechałabym gdzieś SAMA na tydzień. Dobra, na dwa dni. Bez laptopa i komórki. Bezmyślne dwa dni. Ommm. Chyba muszę wygospodarować dwie godziny, żeby obejrzeć z Lolą świąteczny film na Netflixie, to nieźle resetuje zwoje.

4 myśli na temat “Randka z Bronisławą

    1. Przez ostatnie 10 tygodni pracowałam po 10 godzin dziennie, siedem dni w tygodniu. Nie spotykam się ze znajomymi, nie sprzątam, nie czytam, nawet rodzinę widzę z rzadka. Ja po prostu na razie fizycznie nie mam siły ani czasu żeby cokolwiek napisać. Cały czas licze na to, że w końcu jakoś się ogarnę, opędze pracę, a własciwie dwie prace, i znajdę czas na pisanie, czytanie albo coś równie frywolnego. Przepraszam, postaram się, ale teraz no way:-)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s