O początku lata

Bób i czereśnie. No nie wiem, kto wygra tę wojnę, ja czy one. Na razie partyzanckie wypady na terytorium wroga kończą się moim częściowym sukcesem. Częściowym, bo niby się napcham, ale jednak każdą potyczkę okupuję bólem żołądka. Ale cóż, jak twierdzą M&Msy, miłość to cierpienie…

Lola odbyła wreszcie bal i to nawet nie w szortach. Sukienkę miała śliczną i oczywiście zupełnie inną niż przymierzała przez trzy tygodnie – mega skromną, granatową i leciutką. Decyzję podjęły za nas upały i 35 stopni na sali gimnastycznej bez klimatyzacji. Koronki, sztywne tafty i gęste marszczenia nie miały szans.

Ostatnim rzutem na taśmę córeńka wykończyła mnie w czasie dwudziestu minut jazdy na tenże bal. Najdłuższe Dwadzieścia Minut Mojego Życia było litanią cierpień Loli,  gdyż albowiem: drapie ja metka w sukience but jej lata na nodze i coś uwiera w drugim i loki jej się rozprostowały i oko rozmazało i czemu ona się malowała jak nigdy się nie maluje i ta torebka ode mnie jest głupia i jest za bardzo wystrojona i ten łańcuszek jest za długi i drapie ją w szyję i ucho ja boli i na pewno nie będzie Magdy i w ogóle się spóźniamy i coś ją kłuje w boku i ten but na serio mi lata mamo…..

Mnie oko latało. Wszystko zasadniczo już po kwadransie. Minutę po wejściu na salę Lola cudownie ozdrowiała i pobiegła do koleżanek, a ja osunęłam się bez sił po ścianie z bolesną świadomością, że czeka mnie jeszcze godzina harówki przy szykowaniu poczęstunku dla przemiłych gimnazjalistów. W temperaturze, jak przewidywałam, 35 stopni, z anemicznym wentylatorem.

No powiem wam, że to były ciężkie tygodnie. Stopniowo się regeneruję, zwłaszcza, że zakończyłyśmy już te mozolne procedury obliczania i wpisywania ocen, składania wniosków i świadectw i obydwie mamy wreszcie wakacje. Względne oczywiście, przynajmniej dla mnie, no bo jednak dużo pracuję. Ale po raz pierwszy od bardzo długiego czasu mam pracę, która mnie autentycznie bawi, a wręcz relaksuje, i wciąż nie mogę uwierzyć, że ktoś chce mi za to płacić – no dobra, płacić może nie za wiele, ale jednak regularnie i punktualnie. A przede wszystkim daje mi poczucie satysfakcji, że robię coś, zarabiam i generalnie idę do przodu. No fajnie jest pod tym względem.

Teraz jeszcze poproszę dziesięć kilo i dwadzieścia lat mniej, i jeszcze, żebym mogła jeść bób i czereśnie bez dyskusji z moim żołądkiem. I lato będzie moje!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s