czekam na ciepło

Pamiętacie jeszcze ubiegły weekend? Otóż uparcie odmówiłam wówczas przyjęcia do świadomości ponurych prognoz i zaszalałam w ogródku. Taras posprzątałam, parapety umyłam, pozbierałam śmieci i przycięłam roślinki.

No, to teraz mam. W ramach protestu udałam się na wewnętrzną emigrację i od tygodnia oglądam Jessicę Jones na zmianę ze sprzątaniem komórki pod schodami, bo tam nie ma okna i nie muszę patrzeć na te zaspy. I czuję się oszukana, a wręcz lekko rozgoryczona. Nie tak miało być….

Wielką pociechą jest dla mnie fakt, że najbliższy weekend spędzę w Bolonii. Byliście kiedyś w Bolonii? Bo jakoś zupełnie mi umknęło  to miasto, chociaż budzi takie sympatyczne skojarzenia – spaghetti bolognese, mortadela, pieski bolończyki – wprawdzie te ostatnie raczej nie w celach kulinarnych, ale chociaż miłe dla oka. W każdym razie akurat tam były tanie bilety, co można uznać za ilustrację twierdzenia, że byt kształtuje świadomość, nest-ce-pas?

Zawsze planujemy sobie z grubsza, co zwiedzimy i gdzie pójdziemy. Wczoraj okazało się, że nasze plany są wyjątkowo zbliżone:

– Tak bym posiedziała na słońcu – westchnęłam. 

– Na jakimś włoskim ryneczku – rozmarzył się mąż – z dobrą kawą. I żebym nie musiał siedzieć w kurtce. I koniecznie na słońcu –

– I z ciastkiem oczywiście ta kawa – dodałam skrupulatnie – ale najważniejsze, żeby ciepło było i żeby się nie zmęczyć.-

Jakie czasy, takie marzenia….

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s