o książkach, ptaszkach i odpowiedzialności zbiorowej

Miałam napisać elaborat na temat, ale wzięłam głęboki oddech i zrezygnowałam. Będzie zatem krótko. Zasadniczo przyzwyczaiłam się już, że większość polskich pisarzy płci męskiej, a zwłaszcza twórców fantasy, to poniekąd buraki z prawicowym odchyłem. Z całym szacunkiem oczywiście, bo w końcu potrafię zdobyć się na obiektywizm i oddzielić twórcę od jego dzieła, et cetera…Ale kurde, Piekara i jego publicznie wylewane rzygi werbalne naprawdę przekroczyły granice mojej tolerancji. I nawet inkwizytor Mortimer nie uratuje tych kilku książek, których po prostu muszę się pozbyć z biblioteczki, bo mnie normalnie w oczy kolą. Trudno, niech będzie, że w tym przypadku nie umiem oddzielić książek od autora i stosuje odpowiedzialność zbiorową. Macie jakiś pomysł? Spalenie wydaje się zbyt oczywiste, w toalecie nie spuszczę, do biblioteki nie oddam z przyczyn zasadniczych….

Wiem! Może wykorzystam je do wyściełania ptasiego pudełka. Akurat się nadadzą na ptasie guano. Ptasie pudełko jest naszym ostatnim niezbędnikiem domowym. Bo wśród całej tej ptasiej zgrai, uwijającej się przy ogrodowych karmnikach, stada dzwońców wyróżniają się, hmm, niewielką bystrością umysłu. Nieustanie biedne sieroty w szale polowania na słonecznik tłuką się o nasze okna, po czym oszołomione leżą na ziemi nie mogąc wzlecieć – może im błędnik siada? Oczywiście przy tych temperaturach, zanim się ogarną, zamarzają nieszczęsne. Czujnie więc nasłuchujemy, a kiedy usłyszymy charakterystyczne łup, lecimy ewakuować dzwońca ze wstrząsem mózgu (jakiego mózgu?) do ptasiego pudełka, gdzie w cieple regeneruje siły. A teraz jeszcze może wypróżnić się na książki Piekary, zanim odleci w stronę zachodzącego słońca. Same plusy.

A propos książek – bardzo lubię moment, kiedy znajduję na półce zupełnie nowe, nieznane mi tytuły. Wprawdzie rozum podpowiada mi, że to mąż zasila bibliotekę w nowe dzieła, ale w głębi duszy chyba wierzę, że one po prostu lęgną się same w sprzyjającej atmosferze. Ostatnio znalazłam przy kominku opowiadania Toma Hanksa. Tak, tego właśnie, o którym myślicie. Jestem szczerze zaskoczona, bo albo facet jest doskonałym pisarzem, albo miał rewelacyjnych redaktorów. Bo to są naprawdę dobre teksty, kameralne, zwyczajne wręcz, napisane przyjemnym dla oka językiem, opowiadane niespiesznie i z czułością dla bohaterów. Bardzo dobrze się je czyta.  Polecam – „Kolekcja nietypowych zdarzeń”. 

Też macie już dość zimy? Bo ja powoli odpadam. Mam wrażenie, że jeśli się zaraz nie ociepli, zwinę się w kłębek pod kocem i nie wyjdę spod niego aż do maja…..

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s