o pączkach i Loli

W tłusty czwartek byłam na siłowni.  Z niezrozumiałych przyczyn na blacie recepcji leżały tace pełne pączków. Wyobrażacie to sobie? Toż to dosłownie jak szatańska biblia na środku kościoła! Czy wzięłam jednego?  Jak możecie nawet tak myśleć? Byłam oczywiście wtedy już po dwóch pączkach, więc zmulona od nadmiaru lukru z godnością mogłam odmówić, a nawet żachnąć z oburzeniem. 

W sumie i tak mam szczęście na tej wyboistej drodze pokus, że nie przepadam za pączkami i jadam je wyłącznie rytualnie raz do roku. Gdyby tłusty czwartek polegał na jedzeniu szarlotki albo czekolady z orzechami, miałabym definitywnie większy problem.

Lola oszołomiła ostatnio i mnie, i chyba najbardziej siebie, wynikami w nauce. Do tego stopnia, że zupełnie przegapiła moment, kiedy okazała się prymusem. Z relacji Loli: – No i pani gadała i gadała o jakiejś wycieczce w nagrodę, dla tych, co się najlepiej uczą, więc nawet nie słuchałam i nagle ona mówi na koniec – więc jedzie Jagoda, i ktoś tam i Lola. A ja się tak zdziwiłam, że szok, i w ogóle nie wiem, kiedy i gdzie, i teraz mi głupio zapytać. Mamooo, błagam, zapytaj pani, gdzie ta wycieczka, bo ja się wstydzę. – 

Niby zdolna a jednak sierotka…A wycieczka była naprawdę super, bo szkoła zafundowała swoim prymusom koncert Hansa Zimmera, więc młoda była zachwycona. I tak najbardziej cieszy mnie, kiedy widzę, jak Lola rozkwita edukacyjnie i znajduje radość w poznawaniu nowych rzeczy. Wczoraj na przykład relacjonowała mi lekcję matematyki:

– Pani nam opowiadała straszne plotki o tym Pitagorasie. Podobno wypłynął z jednym swoim uczniem na morze i go utopił, i potem przywłaszczył sobie jego pomysły. I jeszcze powiedziała, że odkąd się o tym dowiedziała, to straciła do Pitagorasa część szacunku i ma ochotę pisać jego imię małą literą. I ja też tak uważam, ale jak chcieliśmy tak napisać w zeszytach, to pani powiedziała, że nie możemy, bo pani od polskiego na nią nakrzyczy. – 

– I co zrobiłaś? – 

– Napisałam taką średnią. Poprawnie, ale zupełnie bez szacunku – powiedziała Lola z satysfakcją. A recytując mi twierdzenie Pitagorasa (pitagorasa?) prychała z pogardą.

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s