Honey, I’m baack a także Opowieść wigilijna

Szanowni Państwo,

Z przyjemnością informuję nielicznych zainteresowanych, że powracam. Troche naprawiłam, co się zepsuło, trochę nie do końca, ale przynajmniej nie nurzam się już w odmętach cierpienia. Albowiem cierpienie wcale nie uszlachetnia, tylko kopie w tyłek. Na razie nie będę dywagować o przyczynach, i nawet nie próbuję nadrabiać zaległości, za to jako rekompensatę wrzucam świąteczną historyjkę. Ciesze się, że wracam!

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

Natychmiast po wejściu do domu teściów szczelnie opatulił nas klimat grozy. Z  kątów dobiegały zdławione łkania i pospiesznie uciszane złowieszcze szepty „bo to twoja wina”, „bo ty zawsze”, „czy ona może choć raz”, a przede wszystkim „CO TERAZ BĘDZIE?”.

Moja szwagierka poza roztargnionym amerykańskim mężem i hiperaktywnym synem zwiększyła jakiś czas temu stan posiadania o córkę. Rozkoszne maleństwo, obdarzone monstrualnym apetytem, z równie wielkim zapałem zużywa pampersy. I o pampersy właśnie poszło, a raczej ich brak.

Zapomniana paczka pieluch tkwiła w Warszawie, a nam zajrzało w oczy widmo owijania dzieciny rąbkiem szaty w żłobie, no bo głucha wieś, hektar do jakichkolwiek sklepów większych niż budka pana Zdzisia z chlebem i piwem na kreskę, i wigilijny wieczór na dokładkę.

Mąż przytomnie zapakował histeryzującą siostrę do samochodu i rozpoczął objazd okolicznych miasteczek i stacji benzynowych. Ja miałam gorzej – zostałam na posterunku, żeby szykować kolację z teściową i uspokajać teścia, który źle reaguje na każde odejście od tradycji.

Co dwadzieścia minut dzwoniłam do męża i zestresowana na maksa raportowałam: Teść mamrocze złowieszczo i chodzi od okna do okna. Teściowa po raz trzeci podgrzewa rybę. Pierogi też. Over.

Mąż przy wtórze siostrzanych lamentów donosił: Czwarta stacja benzynowa bez pieluch. Tesco zamknięte. Żabki, Stokrotki i inne okoliczne punkty handlowe takoż. Jedyna dyżurna apteka w okolicy pieluch nie prowadzi. Wyczerpujemy możliwości. Over.

W końcu wrócili. Rozanielona szwagierka tuliła do łona paczkę pieluch Dada. Jednak dopiero kiedy ukoiliśmy nerwy teścia pospiesznym połknięciem ryby z kapustą, udało mi się dowiedzieć, jak weszli w posiadanie upragnionego towaru.

– Krążyliśmy po tych opłotkach jak Maryja z Józefem w poszukiwaniu stajenki. – opowiadał mąż żując podgrzane po raz piąty i całkowicie niejadalne pierogi – W końcu uznaliśmy, że wrócimy do tej apteki i znajdziemy coś odrobinę zbliżonego do pieluch, ligninę czy co. No i kiedy dociskałem aptekarkę, żeby poszukała na zapleczu, może coś znajdzie, jakiś facet który stał za mną, spytał – a te pieluchy, to jaki rozmiar pan potrzebuje? Od słowa do słowa, gość zadzwonił do żony, uzgodnił stan posiadania i powiedział, żebyśmy za nim pojechali, to nam sprzeda pieluchy. No i pojechaliśmy na jakieś odludzie totalne. Domek malutki, a w wejściu niemal naturalnych rozmiarów stajenka, taka bardziej przepiękna, artystyczna. Normalnie metafizycznie się poczułem –

Mąż niestety nie przeżył nawrócenia z powodu wigilijnego cudu. Wszyscy przeżyliśmy atak niestrawności po podgrzewanej wielokrotnie kolacji. Prezenty były totalnie udane. A kiedy nad najmłodszym członkiem rodziny uniosła się fala odrażającej woni, wszyscy zaczęliśmy klaskać – wszak dzieciątko dzisiaj naprawdę miało wyjątkowo udany dzień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s