o ogrodzie, rodzinie i guglowych podpowiedziach

 

Siedzę z mężem na tarasie, planując kampanię wiosenną w ogrodzie. – Te derenie wykopiemy, i tamten cyprysik usycha, trzeba go wywalić i wsadzić coś nowego –

– No, krzak jakiś, ale nie za wielki – duma mąż – wiesz już, co? –

– Oj tam, wrzucę w gugla: „krzak jakiś, nie za duży, żeby się za bardzo nie rozrastał” –

Mąż patrzy na mnie dziwnie, więc obronnie dodaję – No co, w guglu wszystko jest. Jak wrzucam hasło „trampeczki turkusowe z niską piętą” albo „boli mnie żebro z prawej strony, co to może być”, zawsze znajdzie się paru idiotów, którzy szukali tego samego i coś mi wyskoczy –

Mąż walczy ze sobą, w końcu nie wytrzymuje i wybucha rechotem – A ja się zawsze zastanawiam, czemu w guglu wyskakują takie kretyńskie podpowiedzi –

Intelektualista jeden, kurza twarz….

Chwilowo jesteśmy spłukani do zera (Holandia, psia jego…), więc i tak nic nie kupię, ale grzebię zaciekle w internetach i zafiksowuję się na nowe roślinki. Wiedzieliście, że jest taki krzaczek Trzmielina oskrzydlona? Ja nie, ale odkąd zobaczyłam na zdjęciu, pałam dziką żądzą posiadania

trzmielina

 

 

Nie wiem jeszcze, gdzie wsadzę, ale gdzieś się upchnie, no nie?

Zasadniczo jestem ciut zajęta, bo sezon golfowy ruszył pełną parą, więc w weekendy jestem samotną matką. A tu Misiek dostarcza mi atrakcji edukacyjnych – pierwszy raz w życiu któreś z moich dzieci ma korepetycje. Matematyka w liceum, rozszerzona już z założenia, w rękach nadgorliwej pani profesor ma poziom i formę akademicką- czyli robimy zadania z Politechniki i sami dojdźcie, jak. Trzymajcie kciuki, żeby pan korepetytor zdołał wyciągnąć Miśka z jedynek, bo będzie dramat.

Lola za to uznała, że chce zająć się jazdą konną. No niech tam, w końcu powinna uprawiać jakiś sport, ale…do stajni daleko, muszę na nią czekać, czasochłonne to nieco. W dodatku cały czas pamiętam o jej astmie i tylko czekam, żeby zaczęła kaszleć. Na razie, o dziwo jest OK, więc Lola jeździ, a ja jestem non stop kierowcą. Jak nie rozliczne zajęcia dodatkowe Loli, to treningi i mecze Miśka i jego próby z zespołem.

Bo Misiek z kolei zafiksował się na graniu. Odkąd kupił sobie gitarę basową, nasze życie, że tak to ujmę, przeszło w  nowy wymiar dźwiękowy. 

Żeby dać wam obraz sytuacji – czasami sąsiad przysyła SMS z recenzją, że ten kawałek, co go Misiek akurat ćwiczy w pokoju, to całkiem spoko mu wychodzi….Na szczęście on rzeczywiście nieźle gra, bo gdyby na przykład uczył się od zera gry, powiedzmy, na oboju, obawiam się, że dobrosąsiedzkie stosunki poszłyby się gonić.

Jak mi się uda dotrzeć na jego pierwszy koncert w czerwcu, na szkolnym festiwalu, zdam relację:-)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s