drobne rozśmieszajki

Ostatnio niewiele rzeczy mnie bawi. Taka faza, co zrobić. Fakt, że szczerze rozśmieszyła mnie reklama: Dzieci już od pięciuset złotych.

To zdaje się, jakieś biuro podróży, ale brzmi jak handel małoletnimi niewolnikami, przyznajcie.

Informacja, jaką uzyskałam ostatnio od mojego syna, także sprawiła, że złożyłam się wpół ze śmiechu.

– Gdzie jedziesz? –

– Do koleżanki, będę jej dawał korepetycje –

– Z czego?! –

– Z matematyki –

Kiedy już byłam w stanie coś wykrztusić, Misiek wyjaśnił z godnością: – No co, ona nie wie, jakie mam stopnie z matmy –

No tak, to wiele tłumaczy…

Ale w największe rozbawienie wprawiła mnie konwersacja, jaką odbyłam dwa dni temu.

Miałam odebrać nagrane płyty z obozu Loli od jednego z prowadzących. Widziałam człowieka raz w życiu, co przy moim upośledzeniu w rozpoznawaniu twarzy oznaczało, że nie mam pojęcia, jak gość wygląda. Pamiętałam tylko, że jest dość nietypowy wizualnie.

Umówiliśmy się w miejscu, gdzie na nieszczęście kręciło się sporo osób. Wyłowiłam wzrokiem najbardziej zakręconego i podeszłam niepewnie:

– Czy pan..?

– A, to pani?!

– To ja. To znaczy to pan?!

– No, to ja. Co to ja miałem? A! Chwileczkę, ja zaraz…

Wypruł przed siebie z włosem rozwianym, zostawiając mnie nieco osłupiałą. Wrócił z płytami.

– Proszę. A czy pani…?

– Tak, już… Ale mam tylko…- machnęłam stówą.

– Eee, chwileczkę, ja zaraz.

Wypruł. Z włosem rozwianym. Wrócił z garścią banknotów.

– Już, już…

– Proszsz…

– Dzięki. To ja już…

– No, ja też…Do widzenia.

Facet rzeczywiście był zakręcony. Ja też. W sumie, gdybym przypadkiem była na podsłuchu jakichś służb, za cholerę nie połapaliby się, co ja właściwie robiłam…

Poza tym ciemności kryją ziemię. Ale walczę. Kupiłam sobie kijki i nawet poszłam na kurs nordic walking. Codziennie staram się znaleźć coś, co by mnie rozśmieszyło. Piszę po pół strony gotyckiej powieści. Usiłuje obejrzeć każdego dnia coś, co nie będzie mroczne (czyli nie tylko  „Z archiwum X”, „Z życia patologa sądowego”, „Zło w moim domu” i tym podobne atrakcje, na widok których Misiek się krzywi, a Lola wzdryga). Wczoraj obejrzałam „Króla lwa 2” z Lolą. Cóż za optymistyczny utwór, aż kapie radością życia, powiadam wam. Może zacznę oglądać śmieszne filmiki o kotkach na fejsbuku? Jak sądzicie, pomoże?

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s