mąż się wykazał

O matusiu, jak mnie wątroba nawala. Chwaliłam się już, że robię najlepsze chili con carne po tej stronie Atlantyku? Misiek je kocha i ja je kocham, tylko moja wątroba nie podziela tego entuzjazmu…Następny raz gdzieś po Wielkanocy, może się zregeneruję.

Musieliśmy kupić nowy telewizor. Nasz staruszek, pominąwszy już upośledzenie gabarytowe, zaczął ostatnio zachowywać się jak mój licealny kolega po skrętach – ooooo, widzę dźwięki, ooo, słyszę kolory, ooo, jaka tęcza wesoło trzepocze, i takie tam figle.

Tak, wiem, miałam za tę kasę kupić zmywarkę. Ale z moją zmywarką osiągnęłyśmy pewne porozumienie: ja myję naczynia w zlewie przed załadowaniem, a zmywarka stara się ich za bardzo nie pobrudzić. Z telewizorem za cholerę nie szło się dogadać, a przecież nie mogę pozbawić się codziennego seansu Archiwum X na Foxie. To ostatnio najbardziej ekscytujący moment mojego dnia, co jest wystarczająco żałosne, żebym nie ciągnęła tego tematu…

Po dostarczeniu nowego TV okazało się, że uchwyt na ścianie jest za mały, żeby powiesić telewizor. Szafka pod jest za krótka, żeby tenże telewizor postawić. Generalnie odkryliśmy, że jesteśmy całkowicie niekompatybilni z nową, wielkogabarytową technologią.

Co więc zrobiła  Asia? Tradycyjnie – zaczęła internetowy research w temacie uchwytów i szafek, żeby wybrać najlepszą opcję. Co zrobił mąż? Tradycyjnie – zaczął kombinować, jakby tu sobie utrudnić życie.

Stwierdził mianowicie, że SAM przerobi stary uchwyt, żeby pasował. Sugerował, że taki jest gospodarny i oszczędny, ale przecież wiadomo, o co mu chodziło. Nowy uchwyt należałoby powiesić, w innym miejscu niż stary,  który znowu trzeba by zdemontować. No istna trauma. Mąż zafiksowany na uniknięciu wiercenia wykonał następujące czynności:

 Pojechał do Leruamerlę w celu nabycia części. Przymierzył. Uznał, że nie pasuje. Pojechał do Leruamerlę po raz drugi. Nabył kątowniki i mnóstwo śrubek. Mierzył. Liczył. Piłował. Skręcał ze sobą kątowniki, żeby uzyskać przekrój „s”. Wkręcił milion śrubek. Mierzył again. Łączył ze starym uchwytem. Odkrył, że ciut nie styka. Nawiercał ciut nie stykające łączenia IN SITU, czyli bezpośrednio na upiornie kosztownym, wielkim nowym telewizorze. Wiertarką elektryczną! (zasłabłam i wyszłam z pokoju). Znowu mierzył. I wkręcał śrubki. Wieszał przy asyście Miśka, bo ja emocjonalnie nie wytrzymałam.

Udało mu się. Serio. Z zasobem manualnych zdolności męża i jego innowacyjności technicznej to osiągnięcie na miarę lądowania na księżycu. Wciąż nie mogę uwierzyć, że wstręt do zniszczenia ściany doprowadził go do takiego przebłysku geniuszu.

 

A tak w ogóle – kupiliście już prezenty? Bo ja mam prawie, prawie wszystkie. Ha! Chyba pierwszy raz w życiu tak się spięłam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s