pięknie będzie!

Chora jestem od początku tygodnia okrutnie. Zipię, świszczę, smarkam i rzężę. Po obejrzeniu poniedziałkowej debaty uznałam więc,  że najwyraźniej gorączka zaburzyła mi ogląd rzeczywistości. Ostatecznie to przecież niemożliwe, żeby rozmowa  na wysokim szczeblu politycznym była aż tak zła. Następnego dnia przygotowałam się więc starannie – syrop na kaszel i dwa ibupromy chwilowo ustabilizowały mój stan fizyczny i umysłowy na akceptowalnym poziomie. I rzeczywiście, pomogło,  na lekach debata okazała się dużo lepsza.

Mąż nie mógł jednak zrozumieć, czemu tak się cieszę. Chyba nie słuchał uważnie, zajęty jakąś niekonstruktywną i bezpodstawną krytyką…ja za to wysłuchałam uważnie przedstawicieli wszystkich ugrupowań i eksplodowałam entuzjazmem. Każdy z nich obiecał mi tak fantastyczne rzeczy, że w sumie to zupełnie nieistotne, na kogo zagłosuję. Po wyborach moje życie i tak zmieni się na lepsze – wyprostują krzywe budynki, zniosą podatki, pomalują trawę na zielono, na emeryturę wyślą mnie na Karaiby i dadzą mi wysoko płatną pracę w budżetówce. Czyż to nie piękne? Muszę tylko jeszcze zdecydować, komu powierzę ulepszanie mojej egzystencji:-)

Niestety poza tą chwilową euforią nurzam się w bagnie ociężałości umysłowej, spowodowanej gorączką i katarem. W ciągu ostatnich dni wspięłam na zupełnie dla mnie nowy poziom świadomości telewizyjnej – obejrzałam odcinek „Ojca Mateusza”, pół odcinka „Komisarza Alexa” (usnęłam i nadal nie wiem, kto zabił) i półgodzinną reklamę jakiegoś środka na porost włosów w Mango (albo na hemoroidy, miałam wtedy taką temperaturę, że słabo kojarzyłam). No i te brytyjskie programy w  Lifestyle, które po dwóch dniach zlały mi się w jedno i już nie wiedziałam, czy patrzę na  urządzanie wnętrz, gotowanie czy suknie ślubne.

 Chętnie odpokutowałabym te wstydliwe epizody lekturą „Ksiąg Jakubowych” Tokarczuk  albo „Pochłaniaczem”,  ponoć fantastycznym kryminałem nowej polskiej gwiazdy literatury, Katarzyny Bondy, no ale bądźmy racjonalni. „Ksiąg Jakubowych” nawet w ręce nie utrzymam, bo chwilowo jestem za słaba na takie tomiszcze. A głupawka gorączkopochodna pozwala mi chwilowo tylko na prostacki i dalece nie-intelektualny chichot nad nazwiskiem autorki „Nazywam się Bonda. Katarzyna Bonda”.

A serio. Czytaliście tę Bondę? Warto? Bo mi na półce zalega razem z Agathą Christie, nową częścią serii o wilkołakach Patricii Briggs, „Adwokatem spraw ostatnich” Pawła Szlachetki i jakimś skandynawskim kryminałem… I nie wiem, co ruszyć najpierw.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s