Bullying, czyli hodowla potwora

Zosia ma dwanaście lat i chodzi do piątej klasy. Jest ładna, zadbana, wysportowana i dobrze się uczy. Zosia ma mnóstwo prestiżowych zajęć pozalekcyjnych, świetne ciuchy i wykształconych, bardzo zamożnych rodziców z górnej półki. Rodzice uważają, że Zosia jest fantastyczna i są zachwyceni jej silną osobowością, znacznie dojrzalszą niż u jej rówieśników.

Zosia od chwili przestąpienia szkolnych progów mistrzowsko rozwija sztukę manipulacji, subtelnego dręczenia i tyranizowania otoczenia. Przebywając z Zosią, możesz występować tylko w jednej z dwóch ról – wielbiciela albo wroga. Wielbiciele Zosi też mają przerąbane: grając w zimno – ciepło, Zosia utrzymuje ich w stanie nieustannego napięcia, ale za to mogą się grzać w blasku jej fascynującej osobowości. Najlepszą metodą na zdobycie względów Zosi jest dręczenie jej wrogów. No, a wrogiem, jako się rzekło, jest każdy, kto nie wielbi.

Pani w klasach początkowych uważała Zosię za modelową uczennicę i pozwalała jej na wszystko. Dosłownie. Zosia była chwalona nawet za to, za co inni dostawali kary, zawsze w pierwszej parze, zawsze z przodu, zawsze na piedestale.

Wychowawczyni w klasach starszych jest subtelna i łagodna. Nie umie lub nie chce przeciwstawić się Zosi, która de facto przejęła funkcje wychowawcze. Dopiero stanowczy protest grupki rodziców ukrócił na przykład słynne godziny wychowawcze, na których Zosia najpierw odczytywała biuletyn szkolny, który sama napisała, a później przeprowadzała jawne ankiety w stylu: Kto jest najładniejszy w klasie? Kto jest najfajniejszy? Kto jest najbardziej popularny?

Nauczyciele albo się Zosi boją, bo nie wiedzą, jak z nią postępować, albo pozwalają jej na wszystko. Bo Zosia jest tak naprawdę marzeniem każdego nauczyciela – jako rzekłam,  jest przecież bardzo dobrą uczennicą, jest też urocza, bystra i chętnie zgłasza się do każdej aktywności, która wymaga kierowania innymi. Zosia rozdziela prace w grupach na technice, decyduje, jaką piosenkę zaśpiewa klasa i jak podzielić drużyny na wuefie.

Rodzice, których dzieci padają ofiarą Zosi, nie mogą nic. Matce, której córka po roku przeczołgiwania przez Zosię zaczęła się jąkać i musiała chodzić na terapię, mama Zosi zamknęła drzwi przed nosem, sugerując, że emocjonalne problemy dziewczynki mają podłoże rodzinne. Wychowawczyni klas pierwszych negowała każdą uwagę dotyczącą zachowania Zosi. Wychowawczyni klas następnych zmartwiła się zgłoszonymi problemami i obiecała się im przyjrzeć. Przygląda się od dwóch lat. Szkolna pedagog, do której poszli rodzice w zeszłym tygodniu, jako pierwsza przyznała, że wie, o co chodzi.  Pani pedagog uczciwie powiedziała jednak, że szkoła nie może nic. Gdyby Zosia biła, albo używała wulgarnych określeń, albo kradła, byłoby trochę łatwiej. Ale co szkoła może zrobić z uczennicą, która grzecznie siedzi między koleżankami na ławce i mówi coś do nich cichutko? A że jakaś dziewczynka chwilę później wypłakuje się w kącie? Albo nie chce jechać na wycieczkę? Albo boi się grać na wuefie w przeciwnej, niż Zosia drużynie? Albo dostaje bólu brzucha przed pójściem do szkoły? To subtelności, umykające szkolnym regułom. Na Zosię nie ma paragrafu.

Okazało się jednak, że paragraf jest, tylko bardzo mało znany. Zjawisko, coraz powszechniejsze, nazywa się bullying. Są szkolenia, są informacje, są filmy instruktażowe dla nauczycieli. Tylko nikt o tym nie wie. Albo nie chce wiedzieć.

Obserwuję Zosię od kilku lat. I mam coraz silniejsze wrażenie, że sami ją taką wychowaliśmy. Że nie stawiając granic, nie przeciwstawiając się, pozwalając Zosi przejąć rolę zarządcy klasy i tresera rówieśników pozwoliliśmy rodzicom Zosi wyhodować potwora. Pani pedagog ze smutkiem twierdzi, że Zosia będzie miała łatwiej w życiu. Tylko czy innym będzie z nią łatwiej?

PS Lola od dwóch miesięcy odwiedza znajomego psychologa. Nie, nie dlatego, że płacze przez Zosię. Przestała, kiedy uświadomiłam jej, jak dużą sprawia jej tym satysfakcję. Lola nie boi się chodzić do szkoły i w sumie nawet nie boi się Zosi. Ma dwie przyjaciółki i razem są w stanie wytrzymać właściwie każdą szykanę. Ale chcę, żeby ktoś dorosły, ktoś poza mną, uświadomił Loli mechanizm tej manipulacji. Żeby ktoś powiedział jej, że to jest złe. Bo na razie moja córka wszędzie poza domem dostaje wyraźny sygnał, że Zosia wygrywa na wszystkich frontach i jej zachowanie nie tylko nie jest potępiane, jest wręcz nagradzane. A ja nie chcę hodować potwora.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s