o codzienności z niespodziankami

Zdałam.

 

Aaaaa!!! Zdałam, zdałam! Bardzo dobrze zdałam! A wręcz najlepiej w grupie! A grupa pełna świeżo upieczonych absolwentów polonistyki! Jestem genialna!

No dobrze. Ochłonęliśmy, pot z czoła otarliśmy (my, Asia) i teraz możemy sobie dyplomik w ramki oprawić. Albo zacząć szukać roboty z dyplomem w garści. To się jeszcze okaże.

Póki co, mam ręce pełne roboty. I co sobie zaplanuję, to zaraz mi się harmonogram wywala. Wczoraj na przykład miałam rozpisane co do godziny plany na przedpołudnie. A tu o ósmej rano ojciec dzwoni w panice, bo pies leży i wstać nie chce.

Pies przez trzy miesiące pobytu u ojca wykopał kilka cennych okazów ogrodniczych, zrobił w wypielęgnowanym trawniku dziesięć dziur wielkości Alaski, zjadł kabel od lampek ogrodowych, kabel od domofonu, kabel od napędu bramy, dwa wiaderka, mopa, wszystkie tabliczki oznaczające rośliny i naręcza pieczołowicie wsadzonych bratków, tulipanów i innych kwiatków. Sami rozumiecie, że ojciec wielbi go miłością bezgraniczną i traktuje lepiej niż własne dzieci (teraz mam taką refleksję, że gdybym przeżuła w dzieciństwie kilka mopów, może ojciec bardziej by mnie kochał?).

Panika mi się udzieliła i pognaliśmy do weterynarza. Okazało się, że pies złapał chorobę odkleszczową, która, nie wyleczona na czas, prowadzi do szybkiego zejścia. Pies został podłączony do kroplówki,  my siedliśmy w stanie rozsypki psychicznej i wtedy zadzwonił telefon. Pielęgniarka szkolna prosi o przyjazd, bo dziecko mi się dusi.

Zostawiłam ojca i psa z kroplówką i pognałam do szkoły. Zawiozłam Lolę do domu, nafaszerowałam lekami i wróciłam po psa (za każdym razem w korkach miasteczkowych po półgodzinna trasa).

Po czym znowu pognałam do domu, sprawdziłam, czy Lola oddycha i poleciałam realizować punkty z listy. A wieczorem leciałam jeszcze na romantyczną randkę z mężem w Leruamerlę, żeby wybrać farbę.

Mój mąż, dociśnięty i ubłagany, postanowił bowiem wreszcie pomalować ścianę w jadalni. I naprawić deskę sedesową. I wymienić umywalkę. I drzwi od prysznica.

Bardzo jestem ciekawa, na jak długo wystarczy mu motywacji. Stawiam na to, że sprawy domowe rozmyją się i odejdą w niepamięć gdzieś między ścianą a umywalką.

PS A pies  błyskawicznie dochodzi do siebie i czuje się dziś już całkiem dobrze. Nawet za dobrze – jak stwierdziła z pewną frustracją moja matka, odnotowując stratę kolejnego mopa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s