Czasem słońce, czasem deszcz

Słońce:

Dostałam wyniki biopsji. Dwa tygodnie czekania, czy podejrzane komórki mają cechy nowotworu, może człowieka wypalić psychicznie, wierzcie mi, drodzy państwo. Nie mają. Te komórki. Brzydkie są i nie lubimy ich, ale grunt, że wyleczalne.

Mąż nabył samochód. Tym samym ja i Stefan – mój stary, ukochany towarzysz – znowu tworzymy monogamiczny związek. Znów możemy, bez mozolnych ustaleń i negocjacji czasowych, pruć po wiejskich drogach, kiedy nam się zamarzy. Nasze plamy na siedzeniu, nieprzykryte żadnymi odrażającymi kocykami,  radośnie pławią się w marcowym słońcu.

Mąż dostał także pracę. Nie ukrywam, te pół roku, pomimo niewątpliwych plusów, było cokolwiek stresujące. Dla mnie chyba bardziej niż dla męża, bo ja z charakteru jestem czarnowidzem. Od kwietnia nasze życie wskoczy na nowe tory. 

 – Szkoda – powiedział Misiek – nie będziemy już grać w Fifę -.

– A ile będziesz zarabiał? – zatroszczyła się Lola – Możemy z mamą pojechać na zakupy?-

– To kiedy pomalujesz ścianę w jadalni – spytałam – i może uda nam się wreszcie wymienić umywalkę? –

Deszcz, a przynajmniej mżawka:

– Eee, co do tej ściany…..no, właściwie, kochanie, to ja chciałem wyjechać na trochę. Żeby się zresetować przed nową pracą –

– To cudowny pomysł, skarbie. Wyjedź sobie na trzy, cztery dni w góry, pochodź po szlakach –

– Hkhm, ja raczej zaplanowałem… Wiesz, że mam jeszcze te tanie bilety? I że mogę kupić bilet do Australii za czterysta złotych? Wyjeżdżam we wtorek. Ale nie martw się – zapewnił mnie troskliwie małżonek – wrócę przed Wielkanocą –

Tak. No właśnie. Mąż wyjeżdża. Się resetować. Dlaczego w ramach resetowania nie mieści się malowanie i wymiana umywalki, pojąć nie mogę. Noaleoszywiście, jako żona łagodna i wspierająca, wspieram. Słowem i czynem, aczkolwiek myślą już niekoniecznie.

Bo oznacza to, że w związku z moim dokształcaniem małoletni będą dwa dni w tygodniu pozostawieni całkowicie samym sobie. Bo ja wychodzę o 15 i wracam o 23.15. Schetana jak koń po westernie. A Miśka trzeba o szóstej rano dostarczyć na pociąg. Codziennie (to były te plusy męża w domu…).

A teraz proszę napisać mi szybko, zanim zmienię zdanie:

Dobrze robię, że go puszczam? Poradzę sobie? Nie umrę ze strachu o męża plątającego się w dziczy? I w ogóle?

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s