Plama (odzieżowo – edukacyjna)

„Ida” dostała Oskara. No i fajnie, ale czy naprawdę mąż musiał obwieścić mi ten fakt o 4.30? Wcale nie czuję się przez to bardziej euforycznie i patriotycznie uniesiona.

Poza nocnymi pobudkami dręczy mnie ostatnio Zagadka Sweterka.

No więc tak. Wstaję. Jako kobieta schludna zakładam czysty sweterek/bluzę/koszulkę, czy co tam wygarnę z szafy. Po czym wykonuję rutynowe, codzienne czynności. Od pewnego czasu jednakże, codziennie około godziny 11 odkrywam na rzeczonym sweterku/bluzie/koszulce plamę. Dokładnie na froncie, w identycznym kształcie i tym samym burym odcieniu. Rodzina plam nie kolekcjonuje. Tylko ja. Codziennie. TAKĄ SAMĄ! Rozumiecie coś z tego? Rodzina radzi, żebym prześledziła swoje działania i porównała, co robię, a czego nie robią oni. Zabawni są, nieprawdaż. Bo zasadniczo to byłoby jakieś 90 procent domowych czynności…Staram się kontrolować sytuację, ale jak tylko na chwilę spuszczę się z oka, plama pojawia się w całej krasie i okazałości. Czuję się jak element scenografii w horrorze, wiecie, taki krwawy zaciek, który niezależnie od szorowania pojawia się na dywanie w bawialni co noc o 3.15…

Poza brudzeniem sweterków mam ostatnio dużo innych zajęć. Zapisałam się na przykład na kurs dokształcający w celu podniesienia kwalifikacji, a być może nawet znalezienia pracy. Równie nędznie płatnej, jak obecna, za to fajniejszej. Takie tam, wiecie…jak sobie podniesiesz, tak się wyśpisz…

Zajęcia póki co obnażają kosmiczny bezmiar mojej niewiedzy teoretycznej. Co ja robiłam na lekcjach polskiego i jak to możliwe, że miałam piątki? W największą depresję wpędza mnie Misiek, który nie wiadomo dlaczego, całą tę wiedzę na w małym palcu. Czy to nie powinno być karane, żeby w tak młodym wieku mieć kwalifikacje na grammar nazi?

Z ostatnich zajęć  wróciłam emanując wręcz bogactwem całkiem nowych dla mnie wiadomości, którymi natychmiast postanowiłam zaimponować synowi: – Misiek, czy ty wiesz, że w języku polskim można użyć pięć rodzajów cudzysłowów?-

Misiek wyrozumiale pokiwał głową i wymienił je wszystkie. Doprawdy. Są chwile, kiedy mam ochotę go udusić…

Teoria kuleje, ale na szczęście w praktyce radzę sobie nieźle. I dobrze, bo dopiero po zapisaniu się na kurs i opłaceniu go odkryłam, że na końcu jest egzamin! Od czasów wczesnoszkolnych nienawidzę jakiejkolwiek formy sprawdzania mojej wiedzy. Mąż jednak zabronił mi wycofania się z kursu. Twierdzi, że niezależnie od egzaminu wyjście do ludzi dobrze mi zrobi. Ha! On myśli, że ja nie wiem, co on myśli! (zrozumiałe to było, prawda?)

Jemu wcale nie chodzi o ubogacenie mojej psychiki, tylko o to, że jak już jadę do stolicy, to zakładam dżinsy zamiast mojego rozwleczonego dresiku. Przyznam, że trochę się boję zostawiać ich samych na pół dnia. Dresik jest wprawdzie łagodny i nastawiony pacyfistycznie, ale mąż emanuje agresją i miota groźbami, wzmiankując w kontekście dresiku między innymi pojemniki PCK i ogniska w ogrodzie. Rozważam zabieranie dresiku za sobą, niech  zwiedzi stolicę, a co….

PS Właśnie poszłam się przejrzeć – jest godzina 9.50, plamy na razie brak. Znaczy – to nie od siedzenia przy kompie. Uff, co za ulga:-) Resztę czynności w sumie mogę sobie odpuścić…

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s