obciach na drodze

– A może jednak zamówimy transport? – zaszemrałam nieśmiało.

– No daj spokój, co to za problem wsadzić go na dach – raźno odrzekł mąż.

Mam dziwne przeczucie graniczące z pewnością, że pożałował tej brawury, ale no przecież się nie przyzna, bo to facet….

Zaczęło się od śliwek. Właściwie to od utraty pracy, ale śliwki były zaraz potem.

Poniedziałek był pierwszym dniem bezrobocia małżonka, który rozpoczął go dość klasycznie. Zszedł rano do kuchni, pogięty jakiś i skrzywiony i wystartował w równym tempie:

– Dlaczego zerwałaś wczoraj te śliwki? Co ci szkodziły na drzewie? Nie mogłaś poczekać jeszcze, żeby dojrzały? Przecież one są jeszcze kwaśne, kobieto, mogłabyś czasem się zapytać. A chodź tu na górę, popatrz – co ta szmata robi w mojej nowej szafie? Ledwie cię z oka spuszczę, zaraz coś ładujesz do MOJEJ szafy. A to musi tu stać? Weź stąd te pudła. I kiedy wreszcie zadzwonisz do hydraulika. Zaraz się zrobi zimno, a kaloryfery nie działają. I dlaczego ja do cholery nie mogę się wyspać. Przecież ten materac to jakaś masakra. Widzisz, nie mogę się nawet wyprostować. –

Słusznie wywnioskowałam, że dochodzimy do sedna problemu – No wiesz, ten materac jest starszy od naszej córki, miał prawo się wyleżeć. A teraz te wystające sprężyny są po twojej stronie – zauważyłam rozsądnie i z niejaką satysfakcją, bo sama się tak męczyłam wcześniej, zanim odwróciliśmy to truchło.

– Musimy kupić nowy materac – zawyrokował mąż. Nawet nie protestowałam, też mi niewygodnie.

Po szybkim researchu postawiliśmy tradycyjnie na IKEA, zwłaszcza, że promocję akurat mają. Materac wybraliśmy, opłaciliśmy i odebraliśmy z magazynu.

Jako ufna i kochająca żona zawierzyłam mężowi w kwestii transportu. Okazało się jednak, że choć ekhm, idea była słuszna, realizacja jednakowoż zawiodła.

Linki mocujące były dwie. Za krótkie. Mąż nadludzkim wysiłkiem szarpnął i zapiął. Otarł pot z czoła. Wtedy jedna z napiętych linek puściła. Waląc boleśnie mojego męża w rękę. Po krótkiej chwili namysłu uznaliśmy, że pozostała linka utrzyma materac.

Ruszyliśmy drogą szybkiego ruchu, rzecz jasna, szybkiego nie dla nas. Toczyliśmy się powoli, wiatr wiał, materac łopotał, a mi przed oczami przetaczały się wizje pękającej linki, materaca lecącego na samochód za nami i  aktów oskarżenia za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym…

Linka pękła dopiero po dziesięciu kilometrach. Materac łagodnym łukiem zsunął się na przednią szybę i zastygł. My też. Samochody za nami też. Odblokowaliśmy siebie, drogę i materac i rozważyliśmy opcje. Rzecz jasna w zaistniałej sytuacji opcja była tylko jedna i mąż odważył się ja zwerbalizować: – Nie no, słuchaj, pojedziemy sobie bocznymi drogami, i potrzymamy ten materac. –

W sumie miał rację, cóż mogliśmy zrobić. Miałam tylko nadzieję, że moja ręka, poddawana podobnym naprężeniom jak linka, nie ulegnie też podobnym uszkodzeniom. Bo prawa ręka naprawdę często mi się przydaje.

Jechaliśmy sobie spacerowym tempem, trzymając materac łagodnie kolebiący się na dachu i wzbudzając zrozumiałe zainteresowanie mijających nas pojazdów.

Starałam się sprawiać wrażenie całkowicie zrelaksowanej, że niby ta ręka to tak dla szpanu tylko, jak u dresów w beemkach. Chciałam nawet zasugerować mężowi puszczenie na cały regulator jakiegoś rytmicznego umpa umpa, żeby utrzymać styl, ale nasze nieco spięte i blade fizjonomie i tak nie pasowały do koncepcji. Chociaż przyznaję, że mąż w iście skautowskim stylu starał się wzbudzić we mnie ducha przygody – Widzisz, jaką mamy fajną atrakcję? Przynajmniej nie jest nudno –

Nie było. Przez całe dwadzieścia parę upiornie długich kilometrów. Dojechaliśmy. Materac też. Ręką mogłam ruszać już po pół godzinie.

Dziś pierwsza noc na nowym posłaniu. Czy wiecie,  że IKEA proponuje bezpłatną wymianę materaca, jeśli nie spełni on naszych oczekiwań?

Po moim trupie. Będę się zaklinać na głowy moich dzieci, że to najbardziej komfortowy materac w dziejach ludzkości. Mowy nie ma, żebym powtórzyła tę atrakcyjną przygodę raz jeszcze…..

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s