przeszkody drogowe

Próbowałyście kiedyś ominąć mysz, która wtargnęła na jezdnię? Nie polecam. Leci toto z samobójczą determinacją po asfalcie, a ty nie wiesz nawet, gdzie kołami skręcić, bo tej upośledzonej gabarytowo cholery nijak nie widać. Się spociłam ze strachu, że nie dam rady, ale jakoś dotarła na drugą stronę, uff. Jak z pekińczykami na moim osiedlu. Codziennie wyłażą na spacer takie rozlazłe trzy księżniczki, ich pan zrelaksowany idzie trzydzieści metrów dalej, a te mikro mopy latają mi pod podwoziem. Ostatnio zdesperowana krzyknęłam do pana, żeby może je odholował gdzieś na pobocze, bo nie widzę, czy już je mam rozkwaszone pod oponą, czy nie. To się obraził, że chcę mu pieski przejechać. Zasadniczo planowałam raczej ratowanie, ale skoro tak, to przestanę się przejmować. I tak nie lubię pekińczyków.

I dlaczego ja mam pekińczyki i myszy, a mój ojciec niedawno spotkał na ulicy doskonale widocznego i niezbyt ruchliwego (ergo: łatwego do ominięcia) dzika? Niektórzy mają po prostu w życiu pod górkę.

A wczoraj byliśmy na pikniku w pracy męża. Dobre żarcie, dobra kawa, no i widziałam Edytę Górniak. Ona mi strasznie przypomina takie żelkowe serduszka z Auchan – malutkie, różowe i śliczne, ale strach nawet spróbować, bo to sama chemia. Misiek wytrzymał większość coverów, jakie śpiewała artystka, ale przy Metallice kategorycznie zażądał natychmiastowego wyjścia, żeby nie mieć koszmarów w nocy. Ech, ta młodzież…

Ludzie mnie fascynują. Dałam ogłoszenie o sprzedaży starego roweru Loli. Starego tylko z nazwy, bo mała córka nagle, w ciągu sezonu zrobiła się duża i przesiadła się na mój rower, więc tamten prawie nówka nieśmigana.

Pierwsza odpowiedź – czy ja mogę ten rower wysłać na drugi koniec Polski? Ostrożnie piszę, że chyba koszt wysyłki byłby spory i czy pani jest gotowa dopłacić choćby połowę tej kwoty? Aaa, jeśli tak, to ona nie chce.

Odpowiedź druga – pan chętnie kupi, ale cena oczywiście do negocjacji. Jakiej – pytam. No, tak o połowę (rower jeżdżony przez pół roku sprzedaję za mniej niż połowę ceny sklepowej). Na subtelną sugestię, że może jednak nie, pan się obraził.

Trzeci email – pani kupi, jak jej przywiozę rower do Warszawy, na daleki Żoliborz dokładniej. Piszę, że niekoniecznie, bo to mi zajmie pół dnia, ale chętnie dowiozę na stację/przystanek/nawet stację metra, jeśli pani nie ma samochodu. A, nie, pani ma, ale nie chce jej się jechać. No cóż, patowa sytuacja.

Odpowiedź numer trzy. Pan już kupuje. Tylko gdzie i kiedy. Piszę, gdzie i kiedy, zostawiając panu duża dowolność w tym temacie. Pan do tej pory nie odezwał się ponownie….

Tkwię w zadziwieniu a rower w garażu. Chyba po prostu powieszę ogłoszenie w szkole.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s