po latach…

Rodzina jest oburzona moją impotencją twórczą. Rodzina delikatnie sugeruje, że mogłabym coś wreszcie napisać na blogu. Bo przecież życie się toczy naprzód, choćby i po wybojach.

A ja się bardzo zdziwiłam, kiedy zobaczyłam datę ostatniego wpisu, bo jakoś szybko mi zleciało.

W międzyczasie ciężko pracowałam (osiem recenzji, jeden script doctoring), miałam wypadek samochodowy (w sumie tylko się obtłukłam, ale Stefan od dwóch tygodni w warsztacie, a ja per pedes, co jest niezwykle czasochłonne), przygotowywałam Lolę do konkursu z angielskiego (drugie miejsce w gminie, ha!), dłubałam w ogródku (forsycje, hiacynty i fiołki w pełni kwitnienia, morela przemarzła, a dynia Hokkaido wsadzona do doniczek), robiłam przedświąteczne porządki, sterroryzowana przez okrutną panią Hanię (pani Asiu, pani odsunie kanapę, zdejmie firanki, a teraz powiesi, bo za wysoko dla mnie, umyje te szafki, bo nie sięgam – do licha, po co mi właściwie pani do sprzątania? do wydawania komend?), ale przede wszystkim angażowałam się w szkołę Miśka.

Który już za chwilę niemalże ma egzaminy. I musi wybrać liceum.

Rozgryzłam już wyrafinowany spisek ministerialno – edukacyjny, który za tym stoi.

Zasady naliczania punktów, procesu rekrutacji i składania papierów są tak skomplikowane, że tylko wyselekcjonowane jednostki o ponadprzeciętnej inteligencji są w stanie wysłać swoje potomstwo do szkół średnich. W ten sposób, proszę państwa, dokonuje się pozakulisowa selekcja słabszych umysłowo osobników, którzy nie potrafią wyciągnąć 0,2 procenta z 86 punktów testowych, zebrać zaświadczeń o pozaszkolnych osiągnięciach dziatek, pamiętać o dniach otwartych w poszczególnych szkołach, no i z pewnością nie przebrną przez kolejne etapy rekrutacji, z logowaniem się do systemu, gradacją liceów, rejestracją na różnych stronach itp. włącznie.

Liczę na Miśka. Ja już się czuję wyeliminowana intelektualnie. Ale czemu on się nie uczy???? Sami rozumiecie, jestem w trakcie epizodu psychotycznego przedegzaminacyjnego i nie mam głowy do pisania.

Czytam tylko namiętnie, co jest klasycznym objawem wyparcia rzeczywistości,  „Akta Harrego Dresdena”. Urban fantasy o magu z Chicago. Ktoś ma trzynastą część? Bo chcę się dowiedzieć, co będzie dalej, w dodatku to mi tak fajnie zamgławia umysł, całkiem jak wino, tylko kaca nie mam.

Jeśli ktoś mnie jeszcze czytuje, obiecuję, że wrócę. Radosna i pełna wstrząsającej błyskotliwości, i z polotem pisarskim jak Monika Richardson. Za momencik.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s