„Doktor Sen” tylko zdeczka polśniewuje

GDYBYM nie przeczytała „Lśnienia”, to „Doktor Sen” spotkałby się z dużo większym entuzjazmem z mojej strony.

NO ALE przeczytałam. I trochę dupa, panie dzieju. „Lśnienie” to książka mistrza, a „Doktor Sen” dzieło wprawnego, ale  zapracowanego rzemieślnika.

UWAGA  SPOJLER z pretensją doautorską!   Bo kolega chyba znowu miał termin na karku. Dokładnie jak z „Kopułą”. Rozwija, rozwija historię jak ta lala, pracowicie i soczyście, i nagle na końcu cichy plask, jakby komara zabił. Co jest, do cholery? Nie po to nakręciłam się na Super Mega Szwarc Charakterkę, żeby ją tak od niechcenia zdmuchnąć jak kurz spod szafy!

 No i chwilami miałam wrażenie, że czytam Koontza (obraza zamierzona). Który ostatnio coraz bardziej odjeżdża w promowanie prawości ogólnoludzkiej i czystych dusz, zwłaszcza dziecięcych, w walce z zepsuciem współczesnego świata. Na szczęście Kinga ratują ostre jak cięcie noża obserwacje obyczajowe, genialny opis charakteru alkoholika i jak zwykle, amerykańskie miasteczko jako mikro wszechświat ludzkich charakterów.

Mimo wszystko jest to nadal towar z wyższej półki. Co by nie gadać, najsłabsza książka Kinga wciąż jest lepsza od „arcydzieł” paru jego kolegów po fachu, więc się nie czepiam za bardzo. Tylko…już sama nie wiem, czy komuś, kto nie czytał „Lśnienia”, polecać przeczytanie tegoż przed sięgnięciem po kontynuację.

A w ogóle mam dziś migrenę stulecia. Rzygać mi się chce i coś czerwone mi lata przed oczami. Jak ja mam pracować, do licha? Jedyna pociecha, że zamiast biografii dzisiaj mam na tapecie drugą wersję recenzowanego wcześniej scenariusza. Mogę się bawić w „znajdź siedem różnic”. I liczę na to, że do czegoś będę mogła się przypieprzyć. Bo czemu mam cierpieć w samotności? Niech komuś też będzie źle.

PS Lola wczoraj odpytała mnie na okoliczność: jak była szkoła w twoich czasach? (praca z polskiego). Misiek oczywiście mamrotał coś o glinianych tabliczkach i gęsich piórach, ale słowo daję, nie mogłam sobie przypomnieć nic poza tym, że w pierwszej klasie nosiłam nylonowy fartuszek i obuwie korekcyjne, i że chodziliśmy do szkoły także w soboty. A, i że sadziliśmy sosny w czynie społecznym, a informatyka nie istniała w planie lekcji. Chodziliście do szkoły …dzieści lat temu? Coś jeszcze było dziwnego?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s