dzień wolny

Przez ostatnie trzy tygodnie zajmowałam się niemal wyłącznie pracą i szkołą Loli. Odsuwałam nogą koty żywe i te z kurzu, karmiłam małoletnich pożywieniem prostym, choć niezdrowym i starałam się ignorować narastający chaos.

A co scenariusz, to biografia. Niedługo im się postacie historyczne skończą. Dla mnie to więcej roboty, bo przy okazji trzeba zrobić solidny research biograficzny, czy autor nie popłynął za bardzo w krainę fantazji. Ale przy takim tempie (tak, wiem, że robisz Picassa, ale możesz na teraz pilnie zrobić Skłodowską?) zaczęłam się motać jak gacie w kroku. Kiedy wreszcie, sprawdzając jedną z dwóch pisanych równolegle recenzji o malarzu i seryjnym mordercy odkryłam, że zarzucam autorowi niedostateczne skupienie się na analizie morderczych skłonności malarza, poddałam się. Poprosiłam o trzy dni wolnego.

Wczoraj był dzień pierwszy laby.

Skosiłam trawnik. Przy okazji najpierw przytłukłam sobie stopę zrzuconymi z półki doniczkami, a później skosiłam przypadkiem martwą mysz. Niezapomniane wrażenia wizualne wprost ze scenariusza o  mordercy.

 Zawiozłam koty do weterynarza. Lulu wrzeszczała wniebogłosy przez całą drogę,  a Inka wyładowała stres po cichu, lejąc obficie do transporterka.

Ugotowałam regularny obiad i upiekłam ciasto dyniowe. Poszła jedna pokrywka szklana, naczynie żaroodporne i plastikowy pojemnik na mąkę. Z mąką, rzecz jasna w rozrzucie dziesięciu metrów. Oparzyłam kciuka. Ciasto się nie udało.

Zrobiłam 3 prania, w jedno wsadzając, jak się okazało, niezwykle wydajną chusteczkę higieniczną. Ciekawe, czemu zawsze to ciemne pranie zawsze ma chusteczkę?

Wyszorowałam łazienkę i zasikany transporterek.

Zmieniłam pościel, czego nienawidzę robić. Lulu, polując na ściągane poszwy, przewróciła konewkę. Wytarłam niechlujnie dywan poszwami do prania.

Przy okazji rzecz jasna wożąc dzieci w te i we wte, karmiąc i pilnując odrobienia prac domowych.

Nadszedł wieczór, i niemal szlochając z ulgi, zapadłam w kanapę, tuląc do piersi nowego, jeszcze ciepłego Kinga, którego przywiózł wczoraj rano kurier. Małoletnim zapowiedziałam śmierć na torturach za próbę oderwania mnie od lektury. Omijali mnie na palcach i w milczeniu. Padłam po drugiej w nocy, kiedy w oczach zaczęły mi się rozmazywać literki.

Ciekawe, czy wytrzymam te trzy dni, czy brak pracy mnie wykończy jednak szybciej niż jej nadmiar?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s