dzień dużego dziecka

Jesteśmy rodzicami, którzy lubią uszczęśliwiać dzieci nawet wbrew ich własnych chęciom. Toteż dzielnie oparliśmy się z pewnością fałszywym sugestiom, że ich marzeniem na dzień dziecka jest kupienie nowej gry czy też innej miałkiej rozrywki. Nie, nie, my wiemy, że nasze maleństwa kochają podróże i poznawanie nowych miejsc. Pomimo jęków i cichych protestów zapakowaliśmy więc dziatwę do samochodu i ruszyliśmy  na zachód.

Punkt pierwszy, czyli Jurapark w Krasiejowie koło Opola, sprawił nam wiele radości. Świetnie zrobione dinusie wielkości naturalnej na terenie dawnej żwirowni, znakomite stanowisko paleontologiczne z prawdziwymi szkieletami naszych polskich dinozaurów i Tunel Czasu z bardzo edukacyjnym filmem o początkach Ziemi. Byłam zachwycona Oceanarium, gdzie można oglądać prehistoryczne stwory pływające za szkłem: -Jak żywe, no słowo daję, popatrz Lola, on do nas płynie, aaaa, i otwiera paszczę. Tylko weź mnie za rękę, bo się trochę boję –

Mąż odkrył, że plac zabaw jest znakomicie dostosowany także do dzieci powyżej 170 cm wzrostu i łaził po pojęczynach z lin z wprawą małpy, zjeżdżał i bujał się na stosownych urządzeniach, znakomicie się przy tym bawiąc i nie spychając innych dzieci.

A małoletni? Oni też się nieźle bawili, chociaż widać było, że czasem tracą do nas cierpliwość i woleliby posiedzieć przy lodach i gofrach.

Następnego dnia rano lało.  Mieliśmy zajechać do Ogrodzieńca, poskakać po ruinach, no ale, musimy przecież dbać o komfort naszych pociech. Mąż pospiesznie wyszukał wersję B planu dnia – czyli sztolnie w Tarnowskich Górach, po których pływa się łodzią – w końcu w kopalni nie pada, no nie? Na szczęście małoletni nie protestowali zbyt głośno. Na miejscu okazało się, że do sztolni prowadzi półtorakilometrowy szlak przez piękny las. W deszczu. Oj, bez przesady, nie rozpuścimy się, a ja lubię kopalnie.

Bardzo przyjemny spacer, powiadam wam. Ptaszki, ślimaki, wysokie drzewa, wszystko zatopione w deszczu. Przemoczeni i nieco zmarznięci wsiedliśmy w końcu do tych łodzi. W kopalni, jak to w kopalni, plus dziesięć stoni i kapiąca wilgoć. Udało nam się jednak nie zakłócać zbytnio szczękaniem zębów historii opowiadanych przez przewodnika. Jeden z korytarzy, przez które przepływaliśmy, nosił nazwę Bramy Leniwych, z czym wiązała się fascynująca prawdopodobnie historia, której nie dosłyszałam,, skupiona na opanowaniu wewnętrznego dygotu. Usłyszałam jednak, że kto zastuka trzy razy w ścianę Bramy, wyleczy się z lenistwa. Z łodzi za mną, w której siedział mąż z Miśkiem dobiegł mnie dialog:

– Misiek, stuknąłeś tylko dwa razy, musisz jeszcze raz! –

– Nie chce mi się – ponuro odparł mój potwornie leniwy syn.

Wyszliśmy z kopalni na ulewny deszcz i ruszyliśmy w drogę powrotną przez las.

Misiek szedł, chlupał butami i milczał. W końcu rzekł – Muszę przyznać, że jesteście trochę dziwni. Uznaliście, że najlepszy sposób na spędzenie Dnia Dziecka, zamiast kina, czy lodów,  to wleczenie nas w deszczu do starej kopalni na drugim końcu Polski –

Ciut się spłoszyłam, bo, co tu dużo gadać, ja się bawiłam doskonale. Ale Misiek spojrzał na nas niespodziewanie roześmiany i dokończył: – Macie szczęście, że my też jesteśmy trochę dziwni. Bo to było lepsze niż kino i lody, nie, Lola? –

No dobra. Zaczynam planować następny Dzień Dużego Dziecka. A małoletni załapią się przy okazji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s