pościgi i iluminacje

– Gdzie on jest? Przeszukaj parapety! I weź tego futrzastego potwora! Odsuń się , Lulu! –

Miotałyśmy sie po pokoju z Lolą, a krok w krok za nami miotał się kot, włażąc pod nogi i węsząc. Chwilę wcześniej Lukrecja wkroczyła do domu i miłośnie złożyła mi do stóp dorodnego żywego gila. Niestety gil nie docenił bycia prezentem i w pośpiechu opuścił pozycje, udając się…no właśnie: gdzie jest gil?!

W pokoju i przy tarasie mam nadmierną ilość biomasy, właściwie coś w rodzaju małej dżungli i znalezienie w niej niewielkiego w końcu ptaszka wydawało się awykonalne, zwłaszcza że Lukrecja też chciała odnaleźć zbiega i ciągle się o nią potykałyśmy.

Nagle Lola wypatrzyła gila wtulonego w fikusa i rzuciła się szczupakiem w tym kierunku. Lukrecja zauważyła go w tym samym momencie i też wystartowała.

Na ten morderczy wyścig załapał się mąż, który zszedł z góry wypachniony, elegancki i nieco spięty, bo właśnie udawał się na rozmowę o pracę.

Mąż zaczął dopingować Lolę, której  udało się wślizgiem przechwycić zdobycz. Ostatecznie przeniosłam ocalałego  gila na najwyższą i najbardziej wiotką gałązkę w ogrodzie, napominając, żeby raczej do nas nie wpadał w tym sezonie.

Mąż strzepnął piórka z garnituru i dużo bardziej zrelaksowany niż wcześniej poszedł załatwiać sobie robotę. Nie ma to jak widowisko dla odprężenia.

Chyba podziałało, bo mam wrażenie, że dostał tę pracę. Boję sie dopytywać, bo to TA robota, której się bałam i nie wiem, czy sie cieszyć, czy nie bardzo. Znowu będę słomianą wdową przez cały tydzień. A już się zaczęłam przyzwyczajać do jego obecności w domu, i on sam zaczął znajdywać radość w slołlajfie.

– Właśnie przeżyłem iluminację – oświadczył wczoraj uroczyście, wracając z dwugodzinnej nasiadówki na tarasie, w której to nasiadówce pewna rolę odgrywała też szklaneczka whisky.

– Czy to bolało? – zatroszczyła się Lola

– Zaraz, moment – spławiliśmy go z Miśkiem, bo akurat Kapitan Ameryka tłukł Lokiego po łbie (Avengersi – potwornie głupie było, ale zabawne).

– I co z tą iluminacją?- zainteresowałam się w końcu.

– Mam takie szczęście w życiu – rozrzewnił się mąż – żonę dobrą i dzieci fajne. I dom taki przyjemny. I ogród –

– I koty też fajne? – upomniała się Lola

– I to ta iluminacja była? – spytałam zdziwiona

– Czy to legalne? Znaczy to co brałeś?  – zainteresował się Misiek złośliwie

Ech, te iluminacje. Tak trudno je docenić.

A Lulu dostała obróżkę z dzwoneczkiem. Może ptaszki maja dobry słuch?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s