gówniany problem

Powoli spod szarego śniegu zaczęły wyglądać bure płaty czegoś, co w zeszłym sezonie było trawą. Wyszłam, żeby oszacować sytuację. Bez czapki wyszłam, co samo w sobie oznacza, że zima się kończy.

Rzeczywiście, coraz większą powierzchnię ogrodu zajmuje pseudo trawa. A na niej, jak grzybki w leśnym poszyciu, czają się  kupki.  Nie dziwne w sumie, bo nawet zdeterminowany kot z saperką nie przebiłby się do gleby, żeby to i owo zakopać. Ale coś zrobić trzeba z tą dekoracją, zanim wniesiemy ją na butach do domu.

Przyszło mi do głowy jedno, oczywiste rozwiązanie, po wielokroć wypróbowane wszak przez naszych drogowców. Wzięłam patyczki i zaczęłam oznaczać newralgiczne lokalizacje, planując już doczepienie do nich karteczek ze znakiem „uwaga, odchody, maksymalna prędkość 2 km/h”.

Zrezygnowałam, bo patyczki też nie wchodziły w ziemię. No tak, drogowcy są mądrzejsi, wbijają znaki wiosną, żeby było gotowe na najbliższą zimę.

Przez chwilę rozważałam, czy nie przerzucić gówienek do ogródka sąsiadów. To rozwiązanie, praktykowane z kolei na szeroką skalę przez naszych polityków, też wydaje się sprawdzać na krótką metę.

Niestety, wszczepione w młodości zachowania prospołeczne, które nie pozwoliły mi zająć się polityką, i teraz dały o sobie znać. Z rezygnacją wyzbierałam więc produkty przemiany materii i wyrzuciłam do kontenera.

Mięczak ze mnie.

Mąż dziś wraca. Byłam w związku z tym wczoraj u fryzjera i aktualnie posiadam na głowie złocisty brąz, czyli coś w rodzaju wypłowiałej po zimie wiewiórki. To nie był strzał w dziesiątkę, przyznaję, chociaż doczekałam się porażającego celnością komplementu od panów pod całodobowym (dlaczego oni zawsze muszą być pijani?!!). „Niezła dupa” – wyrazili się mianowicie panowie z browarami, trafiając w punkt, bo zasadniczo to jedyna część mojego ciała, która i owszem, jest całkiem OK.

Nawet chciałam im pogratulować spostrzegawczości, ale się zreflektowałam, że to przecież uwłaczające, szowinistyczne, męskoświniowe i antyfeministyczne  sprowadzenie kobiety do  przedmiotu seksualnego, pomijające walory jej ducha i umysłu. Ograniczyłam się więc do pogardliwego spojrzenia, machnęłam wyliniałą wiewiórką na głowie i potuptałam dalej po śniegowym błotku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s