przesilenie wiosenne

Poniedziałek.

Pada śnieg. Na moją już-roztopioną-i-wcale-nie-śliską ścieżkę przed domem. Odśnieżam. Mąż wyszedł szukać pracy. Lola ma rekolekcje, czyli siedzi w domu i się nudzi. Misiek odmawia pójścia do szkoły, zostaje tam zawieziony przy pomocy gróźb słownych, bo nie mam siły na użycie siły. Półkot nie wrócił. Upiekłam kruche ciasteczka.

Wtorek.

Pada śnieg. Odśnieżam. I znowu. Nie pomaga, ciągle pada. Mąż wyszedł szukać pracy. Lola się nudzi, każę jej odrabiać lekcje na czwartek i piątek. Misiek został w domu, bo nie miał nawet siły się kłócić, że nie ma siły iść do szkoły. Półkota nie ma. Upiekłam brownie.

Środa.

Pada. I zamarza. Znowu pada. Mąż popłynął na zakręcie. Samochód stracił zderzak. Ale to nic, dzisiaj mąż wyjeżdża, po cholerę mu zderzak. Lola w domu – odrabia lekcje na przyszły tydzień, bo powiedziałam, że zabiję, jak usłyszę słowo na N. Misiek w domu – nadal cierpi na syndrom „nie mam siły i cierpię w milczeniu”. Nawet śladu łapek Półkota na śniegu. Upiekłam tartę z kremem z białej czekolady.

Czwartek.

Prószy, jakże by inaczej. Boję się ruszyć samochodu, bo pływa jak surfer po tym lodzie. Mąż wysłał esemesa – poznał w samolocie właścicielkę kliniki chirurgii plastycznej. Lolę zawiózł do szkoły sąsiad. Kwadrans po tym, jak odkryła, co mogłaby robić przez ostatnie trzy dni. Misiek, wciąż bez sił, też idzie do szkoły, bo inaczej go uduszę. Trudno, najwyżej przypełznie z powrotem. Tęsknię za Półkotem, moje kotki chyba też, bo ostatecznie nic tak nie łączy jak wspólny wróg. Zaraz upiekę owsiane ciasteczka.

Piątek.

„W podwarszawskim domu znaleziono zwłoki gospodyni domowej, która popełniła samobójstwo poprzez spożycie zbyt dużej ilości ciast.

Zostawiła list pożegnalny: „To przez ten cholerny śnieg. Wystawiajcie miskę dla Półkota, może wróci. Dzieci, myjcie zęby i ścielcie łóżka. Mężu, nie daj się namówić tej z kliniki na botoks. Twoje zmarszczki przy oczach są seksowne”.

Ten dramat poruszył sąsiadów, którzy wypowiadali się w podobnym tonie: To była taka spokojna, niepozorna kobieta. A tyle razy prosiliśmy, żeby odśnieżać regularnie osiedle. Czy trzeba było tragedii, żeby na ulice ruszył wreszcie spychacz?”

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s