Wszystko czerwone

Czy wam też mamusia mówiła, że najlepszy sposób na czyszczenie rękawiczek to pranie ich założonych na ręce? Tak? No to NIE PRÓBUJCIE tego zrobić z czerwonymi skórzanymi rękawiczkami.

Całkiem ładnie się umyły, owszem. Wszelako po ich zdjęciu odkryłam, że moje dłonie po nadgarstki przypominają świeżo ugotowanego homara albo rękawiczki chirurga po przeprowadzeniu transplantacji.

Okazało się też, że farba, która bez problemu spłynęła z rękawiczek, jest absolutnie niezmywalna z rąk przy pomocy:

– wściekle gorącej wody z mydłem

– zmywacza do paznokci

– soku z cytryny

– rozpuszczalnika

i kilku innych substancji, którymi, coraz bardziej zdesperowana, przy wtórze szyderczych komentarzy rodziny, traktowałam moje purpurowe dłonie.

Nie pozostało mi nic innego, jak tylko pójść wieczorem na basen. Woda z chlorem nieco zredukowała intensywność koloru, chociaż trenerka aquaerobiku też sobie nie darowała:

– A cóż to się w rączki stało? To oparzenie?

– Ha, ha, to tylko rękawiczki, ha, ha, niezaraźliwe wcale –

– No mam nadzieję, ha, ha, że jutro nie przeczytam w gazecie o morderstwie w afekcie, bo to wygląda jak krew-

Jasne. Ha, ha.

Przed północą rączki potraktowałam jeszcze pilingiem do stóp, moczeniem w Domestosie i oszlifowałam paznokcie do połysku. Dzieki czemu dzisiaj wyglądają (i pachną) nieco tylko gorzej niż zazwyczaj. Na czym mi zależało, bo jedziemy zaraz do przyjaciół oglądać świeżo narodzone potomstwo i nie chciałabym być posądzona o jakąś chorobę skórną, co gorsza zakaźną.

Ale o ile wiem, głupota nie zaraża. Na marginesie, moja matka, której się pożaliłam na fatalną metodę, odparła z politowaniem, że  nie mówiła o praniu rękawiczek skórzanych.

A Spike zeżarł swoją pierwszą muchę! Którą troskliwie osobiście odłowiłam z szyby i zapodałam pęsetką wprost do zębatej mordki. Mordka łapczywie się zamknęła, i dałabym sobie purpurową rękę uciąć, że usłyszałam cichutkie błogie mlaśniecię. Czuję coś w rodzaju macierzyńskiej dumy.

PS Widać, że z mężem OK? Onkolog wczoraj zawyrokował, że mąż może czuć się zdrowy przez następne dwa miesiące. Co sprawiło mi na tyle dużą ulgę, że dziś W OGÓLE nie komentuję faktu, że od rana siedzi na kanapie i czyta, zamiast naprawiać komodę. Ale spokojnie, okres ochronny zaraz się skończy. I noże! Noże ma naostrzyć! I kominek wyczyścić!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s