problemy zastępcze

Mąż i Lola odkopali samochód z zakopiańskiego śniegu i wrócili do domu. Lola, która oczywiście natychmiast po wyjeździe rozłożyła się na jakiegoś paskudnego wirusa, w przerwach między gorączkowaniem i kaszlem nauczyła się jeździć na nartach. Całkiem dobrze, o dziwo.

Rzecz jasna, wróciła już całkowicie zdrowa. Najwyraźniej chciała dołożyć tatusiowi dodatkową rozrywkę na wyjeździe, zeby zapomniał o kłopotach. Udało się, bo mąż przyznał, że większość czasu spędził na pielęgnowaniu rzężącej córki.

Mąż zaczął maraton onkologiczny. Kiedy już odpracuje wszystkie ciałografie, mózgografie i inne zaawansowane technologicznie badania, wszystko będzie wiadome. Ciekawe, czy wytrzymam w równowadze ducha do końca tygodnia? Chyba zacznę pić, chociaż niechętnie. Zdaje się, że mam jakiś alkoholowstręt ostatnio. Bardzo nieporęczny moment, doprawdy.

W mojej łazience mieszka rybik cukrowy i muchołówka amerykańska. Rybik przyszedł nie wiadomo skąd, ma na imię Zenek i zaczynam go właśnie oswajać. Muchołówka, kupiona przez Lolę w supermarkecie (swoją drogą, zadziwiający asortyment mają w Auchan) ma na imię Spike, kilka zębatych otwartych mordek i pustą na razie pęsetkę przy doniczce. Lola jest niepocieszona, że nie może zapodać pupilowi przysmaku, bo muchy jeszcze śpią. Chyba śpią – nie bardzo wiem,co muchy robią w zimie, nie odlatują przecież do ciepłych krajów, co?

W każdym razie boję się malutkiego konfliktu interesów. Czy Lola nie wpadnie na pomysł, że nakarmić Spike’a Zenkiem? Czy Zenek nie skubnie Spike’a w tyłek, kiedy ten się odwróci? Ach, te wieczne dylematy hodowców!

W dodatku Półkot zniknął. Nie pojawił się od dziewięciu dni i zaczynam się poważnie martwić, gdzie ta cholera polazła.

Jak widać, szukam sobie problemów zastępczych. Całkiem dobrze mi idzie, więc nie spuszczam ich z oka i kreuję co dzień nowe.

PS Po aquaaerobiku bolą zupełnie inne mięśnie niż po jodze i pilates. Zaraz zabraknie mi mięśni do zakwasów, chyba że uruchomię jeszcze te, które wczoraj precyzyjnie opisała pani na pilatesie: – A teraz proszę zacisnąć mięśnie w dole brzucha. Jak? No, jakby to wam wytłumaczyć..jakbyście próbowały wciągnąć do środka tampon-

Acha. Już wiem, co ćwiczyła bohaterka słynnego wątku „Tampon z Gdańska”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s