zamiast odpowiedzi na komentarze…sorry

Nie miałam czasu na bloga przez parę dni, a teraz przeczytałam hurtem wasze komentarze i ścisnęło mnie w gardle z letka. Dziękuję wam – zbiorowo i pojedynczo. Każde słowo otuchy, każda przytoczona historia pozwala jakby bardziej uwierzyć, że będzie OK.

Mąż nieco schizuje, bo zabroniłam mu czytać o skutkach ubocznych chemii, więc on, oczywiście, z iście kocią przekorą, natychmiast dopadł do Internetu. Przy okazji wyczytał, że ten typ raka daje bardzo częste przerzuty po paru latach. No świetnie – teraz będę chyba musiała rozpisać długofalowy plan udostępniania modemu wyłącznie pod kontrolą. I po co, pytam ja się cierpliwie, po co sobie budować różne paranoje?

Ja już jestem w fazie absolutnego optymizmu. Nie ma żadnej innej opcji poza całkowitym i perfekcyjnym powrotem do zdrowia. Skądinąd to dość idiotyczne – mąż jest zafiksowany zdrowotnie, uprawia tryliard różnych sportów, używek nie tyka i wydaje się ostatnią osobą, której mogłoby dolegać cokolwiek innego poza kontuzją kolana.

Odpowiadając na wasze pytania – młodociani znają różne wersje. Misiek pełną, bo jego stoickiego spokoju nie zburzyłaby chyba nawet nadchodząca zagłada  Ziemi. Jest grzecznie zainteresowany, ale wydaje mi się, że zupełnie nie przejęty. Niezgłębiona siła optymizmu w jednym (włochatym) ciele….

Lola przypadkiem usłyszałam słowo na R, i wpadła w histerię. Zwłaszcza, że teraz ma mega fazę na koszmary nocne, myśli o śmierci i przemijaniu (BTW – czy to normalne w tym wieku? Mam wrażenie, że taka faza rozwojowa to u pięciolatków?). Musiałam się nieźle namęczyć, żeby zakodować jej w głowie, że zwykły guz, że nic takiego, że już po sprawie i w ogóle… Wolę kłamać, niż mierzyć się jeszcze z jej lękami…

A ja znalazam sposób idealny na uspokojenie. Uwaga – będzie świętokradczo – lepszy niż czytanie (nie, nie wierzę, że to napisałam…) Mozolnie, z uporem i namiętnie szydełkuję:-) Jestem zachwycona swoim niespodziewanym talentem…giuseppe

Tak, tak, to ja (nie na drzewie, rzecz jasna)! Samiutka i pierwszy raz w życiu zrobiłam Panu Giuseppe ten boskiej urody sweterek i berecik. Zrobiłam też szalik Loli, która nosi go raczej z grzeczności, ale co tam – i tak pławię się w samouwielbieniu:-)

I  tym optymistycznym akcentem kończę, przysięgając, że teraz to już bedę pisać uczciwie i solennie, a nie tak na kolanie.

Dziękuję Wam, kochani!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s