Gotowość bojowa

Halo? Jest tam kto? Bo ja już jestem i melduję gotowość do działania.

Opalona (na pewno skóra mi zlezie), zrelaksowana (to też na pewno zlezie, szybciej niż opalenizna) i gotowa do walki na przeróżnych piętrzących się frontach.

Fronty się piętrzą, ale ja dzielnie daję im odpór za pomocą list. Mam listy na wszystko. Na dom, dzieci, zdrowie, szkołę, zakupy i sprawy urzędowe. Listy się zazębiają, krzyżują, a czasami wzajemnie wykluczają, ale to nieważne. Ważne, że moje życie ujęte w ramy kilku, a w porywach kilkunastu spisów staje się do ogarnięcia. Ha! Nawet już skreśliłam kilkanaście pozycji! A nawet świeży manicure (skądinąd na liście numer trzy) nie daje mi tak dogłębnego poczucia satysfakcji, jak skreślanie kolejnych zadań.

Czuję już na plecach oddech jesieni. Szkolnych grafików, grabienia liści i zimnych wieczorów.

Pewnie wtedy zatęsknię jeszcze za majorkańską plażą, która na wakacjach była przedmiotem lekkiego dysonansu rodzinnego. Bo ja na plaży to za bardzo nie mogę. Po dwóch  godzinach dostaję udaru cieplnego, słona woda wysychając wyżera mi skórę, nie potrafię czytać w palącym słońcu, a leżenie plackiem wydaje mi się przerażająco nudne. Niemniej jednak mimochodem, jak wspomniałam, udało mi się opalić.

Poza plażami (mąż mnie zabije, jak to przeczyta, bo on jest zachwycony tamtejszymi plażami)Majorka jest przyjemna. Zjeździliśmy wzdłuż i wszerz miasteczka, kościółki, jaskinie i zapierające dech w piersiach widoki klifów.

Mnie te widoki zapierały całkiem dosłownie, bo ze względu na lęk wysokości zaczynałam hiperwentylować, jak tylko samochód wjeżdżał na pierwsze zakręty, a w drodze powrotnej płakałam z zamkniętymi oczami.

Ale rodzina twierdzi, że widoki były piękne i ja im wierzę. Przecież nie mówiliby tak, żeby mi zrobić na złość, prawda?

Dla zainteresowanych – budżetowo Majorka w wersji niezorganizowanej wyszła bardzo przyzwoicie. Więc polecam. Zwłaszcza, że odkryłam tam absolutną rozkosz dla podniebienia, czyli granitę migdałową. Nie wiem jeszcze jak, ale zamierzam odtworzyć ten smak w warunkach domowych…

PS. Ale tak się cieszę, że wróciłam! Uwielbiam wracać z wakacji.

Choćby dlatego warto wyjeżdżać:-)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s