środek wakacji

Wczoraj przeżyłam coś dziwnego. Wiozę Miśka na trening. Baardzo zatłoczoną wylotówką warszawską. Nieprzerwany ciąg samochodów w obie strony, praktycznie zero możliwości zawrócenia na odcinku paru kilometrów. Jadę sobie i po chwili dociera do mnie, co widzę na poboczu po drugiej stronie. Idzie sobie wzdłuż drogi prawie goły facet, w kąpielówkach dla ścisłości, z całkowicie zabandażowanymi rękami. Akurat kropiło i wcale nie było za ciepło, więc z lekka osłupiałam. Jak już przetrawiłam, co zobaczyłam, to i tak było za późno, zresztą – w sumie w tak nie dałabym radę na tamto pobocze zjechać. Osiem minut później wracam tą samą drogą, z mocnym postanowieniem zatrzymania się –  będę jechać po właściwej stronie. Jadę. I widzę gościa…na przeciwległym poboczu! Jak to możliwe, pytam, że facet teleportował się na przeciwną stronę drogi  i nikt go przejechał, to raz, i nikt się nie zatrzymał, to dwa. Z rezygnacją pomyślałam, że zanim dojadę gdzieś, gdzie się da zawrócić i przebiję się w to samo miejsce, to gość znowu się teleportuje. Oczywiście chwilę później doszło też do mnie, że jak gość uciekł z psychiatryka i ma nóż w bandażach, to hmm, mąż na wyjeździe, Lola samiutka w domu, Misiek na treningu….Ale nie daje mi to spokoju i ciągle myślę o tym biedaku. Chyba sumienie mnie gryzie.

Komplet dzieci chwilowo w domu. Lolę przywieźliśmy tydzień wcześniej, bo ilość rozpaczliwych telefonów i smsów przekroczyła moją wytrzymałość. Wróciła blada jak śmierć, chuda, potwornie brudna i wymęczona. Od chwili powrotu ciągle je i śpi. Zdaje się, że sportowy obóz to niekoniecznie to, co Lola lubi najbardziej.

Misiek międzywyjazdowy. Ostatniego dnia obozu wysłał do ojca sms: „Tato, dziś wieczorem się żenię”. Nie powiem, trochę mnie to zestresowało. Ale młody zachwycony i zrelaksowany. Chwilowo, bo pojutrze obóz piłkarski, na którym go przeczołgają na maxa, więc już nie będzie tak różowo.

Ja nie mam weny, czasu ani ochoty. Na nic. Albo mi gorąco, albo mam migrenę, albo mam pilną robotę. A najczęściej wszystkie opcje jednocześnie.

Nawet koty mnie wkurzają, bo łażą i chcą. Dzieci też chcą. Nienażarte potwory (obelga dotyczy obydwu gatunków). Nie mam siły. Na nic. Kryzys środkowowakacyjny najwyraźniej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s