siedem faktów

Nie oprę się sugestii Anutek i zapodam siedem mniej znanych faktów z mojego długiego życia. Kto chce, może się już ze mnie nabijać.

1. Mam przypadłość, która podobno nazywa się prozopagnozją. Jestem ogranicznie niezdolna do rozpoznawania twarzy. Dlatego w moim przypadku tekst: a wiesz, spotkałam pediatrę Miśka, który go leczył trzy lata temu – nie ma racji bytu. Nawet jak spotkam, nie będę wiedziała, że to on. Moje pierwsze tygodnie w telewizji były traumą. Nie miałam pojęcia, czy facet, którego mijam w korytarzu, jest moim wczoraj przedstawionym mi dyrektorem, gościem z okienka czy kolegą z pokoju. Dlatego mam ogólny nawyk mówienia „dzień dobry”absolutnie wszystkim. Czasem budzę tym lekkie zdziwienie i zakłopotanie.

2. Kiedy prowadzę samochód, bez przerwy gadam. Śpiewam to, co leci w radio, komentuję zachowania kierowców, przepowiadam sobie listę spraw do załatwienia. Jeśli zobaczycie kiedyś za kierownicą kogoś bez przerwy kłapiącego dziobem, to mogę być ja.

3. Jestem prawdopodobnie jedną z niewielu osób, nie pochodzących z terenów wiejskich, która wie, co to jest stanowienie klaczy i jakich warunków wymaga zimny wychów cieląt. Podczas bardzo nudnych wakacji przeczytałam trzy razy od deski do deski podręcznik zootechniki.  Znam nawet skład najlepszych mieszanek do karmienia kurcząt.

4. Potrafię potwornie przeklinać. Ze swadą, płynnie i tak soczyście, że żule spod budki z piwem pokłoniliby się w pas. Ale robię to rzadko i w samotności. Sama nie wiem, gdzie się tego nauczyłam, gdyż albowiem pochodzę z całkiem porządnej rodziny.

5. Mam zerową orientację w terenie. W centrum handlowym wystarczy obrócić mnie dwa razy w kółko i już jestem, całkiem dosłownie, zgubiona. Co się z tym wiąże, nie umiem czytać mapy i nigdy się nie nauczę, bo mam tak jakby drobny problem z kierunkami. No dobra, muszę sobie mapę obracać, żeby się połapać, w jakim kierunku jechać. Żałosne…

6.Kiedy byłam chora na półpaśca, przeczytałam piętnaście powieści Kraszewskiego pod rząd. Matka mi chowała kolejne tomy, bo twierdziła, że mi temperatura od tego skacze, a ja czytałam męczeńsko. Po „Złotym Jasieńku” wyzdrowiałam. Chyba w samoobronie.

7. We wczesnej młodości miałam dziwne upodobania kulinarne. Jadłam dżdżownice, piasek, robaczywe jabłka, podejrzane jagódki i trawę. Teraz ograniczam się  trochę, ale zdarza mi się żuć trawę i tarninę z krzaków, tak dla podtrzymania tradycji.

Miłosiernie nie wskazuję nikogo, żeby też się wił pod pręgierzem opinii publicznej. Trochę mi wstyd, ale co tam, do gorszych rzeczy już się przyznawałam…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s