refleksje nabiałowe w oparach chloru

Byłam na basenie z klasą Loli. No,kazali mi, sama w życiu bym się nie zgłosiła. Odmówiłam jedynie wspólnej jazdy autokarem. Nic na to nie poradzę. Kocham dzieci. W zagęszczeniu sztuka na metr kwadratowy. Wtedy jestem w stanie dostrzec ich cechy indywidualne, zarejestrować płeć osobnika, a nawet zrozumieć, co tam szczebioczą pod nosem. Na większe zagęszczenie mam potwierdzoną alergię – łzawią mi oczy, puchnę i dostaję pokrzywki.

Na basenie zakładałam czepki dziewczynkom, podawałam im ręczniki i suszyłam włosy. Czyli robiłam dokładnie to, co same potrafią, tylko im się nie chce, bo nauczone, że jakaś mama poda, zrobi, założy i spinki wepnie. Mam wrażenie, że robimy z tych dzieci kaleki życiowe. Chociaż większym kalectwem jest zapuszczanie dziecku włosów do pasa (trzy przypadki) czy do połowy pleców (osiem), w sytuacji, kiedy co dwa dni musi to kłębowisko wysuszyć i uczesać. Komunijna paranoja.  Ale co tam, dziewczynki były słodkie ( w zagęszczeniu umiarkowanym), a ja spędziłam długi czas z suszarką naprzeciwko lustra.

Wnioski są przygnębiające. Wyglądam jak mozzarella. Biała, miękka i tłustawa. Muszę zmienić rodzaj nabiału wizualnego. Niekoniecznie od razu na oscypek. Ale powiedzmy, taki wędzony ser salami – jędrny, krągły i apetycznie opalony. Mmmmm…. Może nawet pójdę na solarium, które przyoblecze mnie w złocistą, rakotwórczą poświatę?

PS Nie mogę przestać myśleć o tym salami. Idę do sklepu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s