nietakty

Mój mąż jest zazwyczaj uosobieniem taktu. Lata pracy wytrenowały w nim odpowiedzi oględne, nieco zawoalowane i nie sugerujące, że rozmówca jest idiotą, choćby prawda w oczy waliła.

Czasem jednak tamy puszczają. Mąż zmęczony i niedospany bywa zadziwiająco prostolinijny.

– Błagam, rozmasuj mi bark, bo mi od stukania w komputer coś wlazło – proszę

Mąż solennie zabiera się do rzeczy, co oznacza wgniatanie mi kciukiem kręgosłupa w obojczyk, aż słychać chrupanie kości. Przy okazji z  zainteresowaniem maca moje plecy:

– Masz bardzo młodą skórę, jak na tak starą kobietę – wygłasza szczerą uwagę.

Nie wiem, czy uczepić się pierwszej, czy drugiej części wypowiedzi. Ale niech tam, pozostańmy przy pierwszej. Wdajemy się przy okazji w rozmowę o scenariuszu, który właśnie czytam. Robię woltę skojarzeniową  do Bergmana. Misiek strzyże uchem znad komputera – A kto to Bergman? –

– A, taki reżyser – nieuważnie informuje go mąż – ale nie znasz, bo on robi takie intelektualne filmy, nie dla ciebie –

Misiek ma dokładnie taką samą minę jak ja przed chwilą. Na wszelki wypadek jednak  wybiera obrazę. Która przekłada się też na mnie, bo konsekwentnie zlewa moje kolejne monity o sprzątnięcie ze stołu. Lola radośnie się przyłącza do buntu.

– Wszyscy mnie w tym domu lekceważą – skarżę się do pleców męża, który robi sobie herbatę. Czekam na pociechę. Cisza.

– Yyyy, coś mówiłaś? – dziwi się mąż, kiedy wydaję z siebie w końcu  wściekły warkot.

A taki jest zazwyczaj milutki. Mam nadzieję, że chwilowe załamanie….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s